• : Function ereg() is deprecated in /home/kamil3/domains/nauki-spoleczne.info/public_html/includes/file.inc on line 649.
  • : Function ereg() is deprecated in /home/kamil3/domains/nauki-spoleczne.info/public_html/includes/file.inc on line 649.
  • : Function ereg() is deprecated in /home/kamil3/domains/nauki-spoleczne.info/public_html/includes/file.inc on line 649.
  • : Function ereg() is deprecated in /home/kamil3/domains/nauki-spoleczne.info/public_html/includes/file.inc on line 649.
  • : Function ereg() is deprecated in /home/kamil3/domains/nauki-spoleczne.info/public_html/includes/file.inc on line 649.
  • : Function ereg() is deprecated in /home/kamil3/domains/nauki-spoleczne.info/public_html/includes/file.inc on line 649.

Vladimir Mecziar.

Posted by nauka on sob., 02/02/2008 - 15:17

WSTĘP

Początkowo uwielbiany przez elity polityczne i tłumy. Uważany za
ojca nowej, niepodległej Słowacji. Później odbierany jako największy jej
destruktor, człowiek, który zniechęcił światowych polityków i zabił zaufanie,
którym był darzony jego kraj.

Mówił o wzmocnieniu federacji, a ostatecznie doprowadził do
podziału Czechosłowacji. Mówił o integracji z Unią Europejską i NATO, a
ostatecznie doprowadził do izolacji Republiki Słowackiej. Trzy raz był
premierem i trzy razy odchodził w niesławie. "Nie jest cynikiem, jest
wariatem" - twierdzą jego przeciwnicy. Pod koniec do odejścia wzywali go
nawet psychiatrzy.

Vladimir Mecziar - człowiek niewątpliwie najbardziej znany na
świecie spośród naszych południowych sąsiadów. Znany jednak z jak najgorszej
strony. Znany jako ten, który przez swoje rządy, pełne dziwnych ,
skandalicznych , niedemokratycznych decyzji , doprowadził do skłócenia narodu i
wykluczyły Słowację z grona państw oczekujących na przystąpienie do struktur
euroatlantyckich. Wszystko to jednak odbywało się na oczach milionów ludzi,
którzy za pośrednictwem kamer telewizyjnych i mikrofonów radiowych na bieżąco
obserwowali poczynania władz, wystawiając koalicji rządzącej rachunek w postaci
przegranych wyborów we wrześniu 1998 roku.

Mam mnóstwo przyjaciół wśród bratysławskich inteligentów. To jest
naprawdę elita na europejskim poziomie. Ci ludzie po prostu nie zasłużyli sobie
na to, żeby rządził nimi taki Mecziar - powiedział węgierski politolog Laszló
Keri.

Słowacja, w której jak bumerang do władzy trzy razy powracał
Vladimir Mecziar, dziś odstaje od środkowoeuropejskiej średniej. Czy
rzeczywiście Słowacy zasłużyli sobie na
taki los? Nie ma żadnych obiektywnych przyczyn, by miało się im wieść gorzej
niż Czechom, Węgrom czy Polakom. Nie powinni znajdować się w drugiej lidze
krajów aspirujących do NATO i Unii Europejskiej. Ale spadli do niej.
Zawdzięczają to właśnie Mecziarowi, którego na własne nieszczęście sami sobie
wybierali, nie do końca orientując się, z kim mają do czynienia. Wprawdzie z
wyborów na wybory głosowało na niego coraz mniej ludzi, ale dopiero w zeszłym
roku udało się go odsunąć od władzy w sposób - wydaje się - ostateczny.

Kim właściwie jest Mecziar? Skąd się wziął? Co robił przed rokiem
1989? Tak naprawdę nikt tego nie wie. Nie był osobą znaną, więc nie ma żadnych
relacji o jego wcześniejszych losach. A w to, co sam o sobie opowiada, nie
można wierzyć ani trochę. Wszak nawet jego opowieść o tym, jak poznał swoją żonę,
nie pokrywa się z tym, co mówi sama żona. Mecziar ma chorobliwą skłonność do
zmyślania - twierdzą jego współpracownicy.

W mojej pracy chciałbym spróbować opisać i przeanalizować postać,
działania i całe wręcz „zjawisko” Vladimira Mecziara. Człowieka, który w
młodym, demokratycznym państwie dążył do rządów autorytarnych i doprowadził
gospodarkę do ruiny, czyli jednym słowem zrobił wiele złego.

Kontrowersyjna postać i działania „żelaznego Vlado” wydają mi się
niezwykle ciekawe i warte przeanalizowania. Być może ku przestrodze? A nuż i
nam przydarzył by się ktoś taki?

W swojej pracy korzystałem głównie z publikacji prasowych, zarówno
polskich jak i słowackich, własnych obserwacji a także z, wydaje mi się że w
miarę obiektywnych, wypowiedzi samych Słowaków, bezpośrednich świadków
wydarzeń.

ROZDZIAŁ I. POCZĄTKI KARIERY POLITYCZNEJ
VLADIMIRA MECZIARA

1. Pojawienie się
Vladimira Mecziara na scenie politycznej Słowacji

Po aksamitnej rewolucji 1989 roku powstawały gabinety kompromisu,
które miały doprowadzić kraj do pierwszych wolnych wyborów. W Bratysławie
powstawał naprędce rząd pod kierownictwem komunistycznego reformatora z roku
1968, Milana Czicza. Brakowało szefa MSW. Rewolucyjne czasy przynosiły
rewolucyjne rozwiązania: na ministra spraw wewnętrznych rozpisano konkurs. -
Teraz się łatwo z tego śmiać, ale kto wtedy w ogóle wiedział, co to znaczy
"ministerstwo siłowe"? - mówił Peter Zajac, wówczas członek ścisłego
kierownictwa rewolucyjnego Społeczeństwa Przeciw Przemocy. Jednym ze startujących
był Vladimir Mecziar. Nikt wtedy nie wiedział, skąd się wziął. - Przyszedł
jakiś facet i wszystko wiedział - tak któryś z uczestników rewolucji roku 1989
referował wyniki konkursu na szefa słowackiego MSW. Wiedziano o nim tylko tyle,
że był prawnikiem w fabryce butelek i słoików w Trenczynie. Pochodzić miał ze
środowiska reformatorów komunistycznych 1968 roku. Wyrzucono go ponoć z
organizacji młodzieżowej tuż po sowieckiej inwazji. Rekomendację na konkurs
miał podobno od samego Aleksandra Dubczeka. (1)

To jednak tylko niesprawdzone opinie. Tak naprawdę o Mecziarze
sprzed roku 1989 trudno powiedzieć coś konkretnego i na pewno. Sam wielokrotnie
zmieniał wersje swoich losów.

Był najstarszym synem w rodzinie krawca w Ladomierskiej Viesce
koło Żiaru nad Hronem, w sercu Słowacji. W dzieciństwie miał mieć biedną
rodzinę, z kochającą matką i surowym ojcem. Był ministrantem, opiekował się
ponoć rodziną sąsiadów, której ojca zamknęli komuniści. Po szkole chodził do
technikum, potem poszedł do wojska, a po nim zasilił szeregi komunistycznego
Związku Młodzieży Czechosłowackiej. Sam twierdził, że był zawsze człowiekiem
głęboko wierzącym. Jakiś znajomy zapamiętał go jako młodego agitatora-ateistę,
który w wiejskiej szkole mówił: "Słuchajcie, dzieci, Pan Bóg jest
wszechmogący, ale czy może stworzyć taki wielki kamień, że go sam nie
uniesie?".

Twierdzi, że po sowieckiej inwazji w roku 1968 stracił pracę i w
starym trabancie tułał się po kraju. Pod Trenczynem się rozbił i wylądował w
powiatowym szpitalu, gdzie pracowała jako lekarka jego obecna żona.

Wspomnienia obojga się różnią. Pani Mecziarowa twierdzi, że
Vladimir nie był jej pacjentem, bo pracowała na oddziale kobiecym. Spotkała go
przypadkiem. Pytał o jakieś szczegóły, była zajęta i zniecierpliwiona, trochę
się posprzeczali. Wersja Mecziara jest inna: po wypadku odzyskał przytomność w
szpitalu. Obudził się i zobaczył pochylonego nad sobą anioła, piękną,
troskliwą, młodą lekarkę.

Od wypadku pod Trenczynem przerwa w oficjalnym życiorysie trwa do
aksamitnej rewolucji, po której został ministrem spraw wewnętrznych, wszedł na
bratysławskie salony. - Zachowywał się między nami jak nieśmiały student
zaproszony przez profesorów na herbatkę - śmieje się Peter Hunczik, wtedy
doradca Vaclava Havla i współzałożyciel Społeczeństwa Przeciw Przemocy. (2)

Przywódcy rewolucji spotykali się co piątek wieczorem. Debatowali,
referowali, co się stało w ostatnich dniach w Pradze i Bratysławie, ustalali
plan na następny tydzień. Mecziar był człowiekiem "spoza
towarzystwa". - Siedział z boku, nie odzywał się - mówi Hunczik. Notował.
Był skupiony, poważny, zawsze przygotowany, wyjątkowo skuteczny w działaniu.
Wobec kierownictwa absolutnie lojalny, chwilami aż za bardzo.

Był rok 1990, zbliżały się pierwsze demokratyczne wybory i
antykomunistyczna opozycja martwiła się, jak je wygrać. Dość mglistą debatę
intelektualistów przerwał skromny, rzetelny szef MSW Vladimir Mecziar:
"Panowie, ja mam w rękach połowę Słowacji! Wystarczy, że powiecie, co mam
zrobić!". Pisarz i publicysta Milan Szimeczka wspomina, że właśnie wtedy
Mecziar wydał mu się podejrzany, a może i trochę niebezpieczny. Nic jednak nie
powiedział. Dosyć było innych problemów, dyskusja potoczyła się dalej.

2. Pierwsza odsłona
rządów

Mecziar umiał przemawiać i świetnie wypadał w telewizji. Latem
1990 roku na Słowacji odbyły się wybory. Wygrało je Społeczeństwo Przeciw Przemocy. Mecziar był
wtedy czwarty na liście najpopularniejszych polityków w kraju. Wśród elit miał
opinię rzetelnego fachowca, dynamicznego technokraty. - Po prostu nie miał
konkurencji - wspominała niedługo potem profesor Sonya Szomolanyi z ówczesnego
kierownictwa Społeczeństwa Przeciw Przemocy. Mecziar został premierem.

Całe miesiące zachwycano się jego działalnością. Po
wielogodzinnych obradach rządu siadał o północy nad dokumentami i rano znał je
lepiej od tych, którzy je przygotowali. W międzyczasie wychodził przed kamery
i, bez przygotowania, wygłaszał oświadczenia. Po południu występował na wiecu i
hipnotyzował tłumy. Jego popularność biła wszelkie rekordy. (3)

Tak było na zewnątrz. W najbliższym otoczeniu ukazywał się taki,
jakim był naprawdę. Arogancki, bezkompromisowy i wręcz przerażający. Jego
ówcześni współpracownicy wspominali, że miał świetną pamięć. Podczas posiedzeń
rządu, aby zyskać przewagę nad ministrami przepytywał ich na wyrywki z treści
dyskutowanych materiałów. Gdy nie umieli wyzywał ich w niewybredny sposób. Gdy
kierownictwo Społeczeństwa Przeciw Przemocy nie godziło się na jego wersję
podziału kompetencji między poszczególnymi organami władzy w Pradze i
Bratysławie, na odchodne pożegnał ich bardzo wulgarnym zwrotem.

W drugiej połowie 1990 roku, gdy Czechosłowacji zostały jeszcze
niecałe trzy lata istnienia Słowacy czuli się w państwie niedowartościowani,
przytłoczeni przez dwa razy liczniejszych Czechów. Lider chadeków Jan
Czarnogursky mówił, że w Unii Europejskiej Słowacja powinna mieć "swoją
gwiazdę". Początkowo mówiono tylko o nowym podziale kompetencji i
zmieniono nazwę: z "Czechosłowacji" na "Czecho-Słowację".

Nacjonalistów jednak nie zadowalała taka subtelna kosmetyka.
Gromadzili tłumy na manifestacjach przeciw "dyktatowi Pragi".
Dochodziła do tego sprawa Węgier - kraju, który na Słowacji wywołuje podobne
emocje, jak na przykład Polska na Litwie. Do dziś na południu Słowacji żyje
ponad pół miliona Węgrów. W nich i w Czechów uderzył budzący się wówczas
nacjonalizm.

Premier Mecziar, wówczas jeszcze lojalny wobec intelektualistów ze
Społeczeństwa Przeciw Przemocy, był zdecydowanym zwolennikiem federacji
czechosłowackiej. W jednym ze sporów z obecnymi już wtedy w parlamencie
nacjonalistami, w sprawie ustawy o języku, przeforsował jej korzystną dla
mniejszości narodowych wersję. W dodatku potrafił ten krok wytłumaczyć
rozgoryczonemu tłumowi demonstrującemu przed parlamentem. Bratysławskie elity
były zachwycone. - A Mecziar właśnie wtedy zaczął się autonomizować - wspomina
Peter Hunczik. - Zobaczył, jaką siłę może zyskać, grając na nastrojach
nacjonalistycznych. I przekonał się, że tylko on jest w stanie nad tymi
emocjami zapanować. (4)

Kiedy poczuł tę siłę, rozpoczął walkę z elitami. Mecziar już
wcześniej tracił nad sobą panowanie, wrzeszczał na ministrów, awanturował się.
Wtedy doszedł kolejny element, często powracający w jego karierze: wyciągał nie
wiadomo skąd teczki, mające świadczyć o współpracy jego wrogów z SB. Na pytanie,
skąd to ma, odpowiadał: znalazłem na biurku!

Ta absurdalna odpowiedŹ, która stała się element potocznego języka
słowackiego padła pierwszy raz pod koniec 1990 roku, kiedy Mecziar zaatakował
swojego ministra spraw wewnętrznych. Koalicja jednak zwlekała z odwołaniem i
premier wprowadził do swojego niepowtarzalnego stylu politycznego kolejny,
wielekroć potem powtarzany gag: zniknął. Jego sekretarka relacjonowała, że
premier przed opuszczeniem gabinetu wymachiwał kartką, na której napisał, że
podaje się do dymisji, miotał się i wrzucał papiery, książki, dokumenty do
kufra. Zapełnił go, zatrzasnął i tyle go widziano. - Na wieczór tego samego
dnia miał zaplanowaną kolację z niemieckimi biznesmenami. Na drugi dzień
przyjeżdżał Havel. Dzień potem mieliśmy jechać do Budapesztu - wylicza Martin
Hryc, jego ówczesny rzecznik. - Nikt nie wiedział, co robić, gdzie szukać
premiera, jak tłumaczyć jego nieobecność. Ale była panika!

Niemcy w końcu najedli się sami, wizytę w Budapeszcie odwołano.
Havla przywitali skonsternowani przywódcy Społeczeństwa Przeciw Przemocy.

Mecziar zjawił się niespodziewanie, zmęczony, zdruzgotany,
małomówny. Porozmawiał z Havlem w cztery oczy i oznajmił, że zostaje. Jego
ówcześni współpracownicy mówili, że najprawdopodobniej wtedy przed Havlem
zmiękł, pokazał mu swoją słabą stronę i od tamtej pory go nienawidzi.

Wybryki Mecziara zraziły kierownictwo Społeczeństwa Przeciw
Przemocy. Zażądali wyjaśnień, ale Mecziar wtedy już nie miał ochoty się
podporządkować czy tłumaczyć komukolwiek.

3. Pierwsza dymisja i
ponowne powołanie na urząd premiera

Jednak jego zachowanie straszyło wtedy tylko wąski krąg
rządzących. Masy Słowaków o tym nie wiedziały i kochały Mecziara. Czuł to i
poszedł w zaparte, bo wiedział, że już wkrótce w 1992 roku odbędą się nowe
wybory.

W roku 1991 Mecziar został odwołany przez tę samą koalicję, która
wcześniej uczyniła go premierem.

Premierem został lider chadeków Jan Czarnogursky. Ale Mecziara
popierało już 90 proc. Słowaków. Zaczął powtarzać mit, którym żywił siebie i
Słowaków aż do końca: że lud chce, aby rządził, ale władzy pozbawili go
gabinetowi intryganci ze stolicy, sługusi Pragi. Kiedy noszony przez tłum na
rękach Mecziar robił z siebie męczennika, rewolucyjny przywódca Społeczeństwa
Przeciw Przemocy, socjolog Fedor Gal już nie mógł się swobodnie poruszać po
ulicach Bratysławy. Zrażony nieustanną wrogością wyjechał na stałe do Pragi.
(5)

Mecziar odszedł do opozycji z grupą wiernych posłów i z nimi
tworzył Ruch na rzecz Demokratycznej Słowacji (HZDS). Rok do wyborów spędził na
przekonywaniu ludzi, że tylko on jest w stanie zmusić Czechów i ich zwolenników
z Bratysławy do sprawiedliwego traktowania wykorzystywanych Słowaków.

Choć prezentuje się jako twórca słowackiej państwowości, jeszcze
wtedy był zdecydowanym przeciwnikiem podziału państwa. Co chwila miał inny
pomysł, jeden mniej konkretny od drugiego: federacja, konfederacja, współżycie
i niezależność. - Jemu tak naprawdę nigdy nie chodziło o nic mniej i o nic
więcej jak o władzę. Ideologia, pod jaką ją zdobywał, była tylko instrumentem -
twierdził Szimeczka.

W połowie 1992 roku w Czechosłowacji odbyły się wybory. W Czechach
wygrał je Vaclav Klaus, a na Słowacji - Vladimir Mecziar, który znowu został
premierem. Obaj nie byli wcześniej znani i obaj zrobili kariery dzięki rewolucji.
Obaj odsunęli od władzy formacje, które wywołały rewolucję.

Żadna ze zwycięskich partii nie szła do wyborów 1992 roku z
programem podziału Czechosłowacji. Przeciwnie, Mecziar zapewniał, że podnosi
kwestię słowacką, aby wzmocnić federację. Trafił jednak na Klausa, który grał
twardziela: albo wszystko zostaje po staremu, albo się dzielimy. Gdzieś w lipcu
1992 roku pierwszy raz publicznie padło stwierdzenie, że rozmowy dotyczą już
"prawomocnego zaniku wspólnego państwa. Dnia 17 lipca 1992 słowacki parlament
podjął uchwałę o utworzeniu niezależnego państwa Słowackiego. Głosowanie nad
ustawą o rozpadzie Czech i Słowacji odbyło się w listopadzie. Mecziar
poprzedził je wystąpieniem telewizyjnym. - Jeszcze żaden naród nie żałował, że
miał swoje państwo - powiedział. Od tamtego czasu dzieli partie, polityków i
ludzi na tych, którzy chcieli albo nie chcieli "niezależnej
Słowacji". "Czechosłowakista" czy "federalista" to w
jego ustach wyzwisko. Szybko udało mu się zapomnieć, że to Klaus zmusił go do
zaakceptowania idei niezależności obu republik. (6)

Pierwszego stycznia 1993 roku mapa Europy powiększyła się o dwa
państwa Republikę Czeską i Republikę Słowacką.

Niemal jednocześnie z Czecho-Słowacją zaczął się także rozpadać
mecziarowski Ruch na rzecz Demokratycznej Słowacji. Pojawili się w nim
buntownicy, którzy zaczęli zarzucać liderowi arogancję, dyktatorskie zapędy,
notoryczne kłamstwa. Posłowie odchodzili od niego w małych grupkach. W końcu
Mecziar został w mniejszości, ale jeszcze przez całe miesiące utrzymywał się u
władzy.

- On zdobywa władzę i potem natychmiast zaczyna intrygować przeciw
najbliższemu otoczeniu, bo się boi konkurencji. To on musi błyszczeć - mówi
Milan Kniażko, w czasie podziału Czecho-Słowacji działacz HZDS. - Od dawna
byliśmy niezadowoleni z jego metod, z tego, że się izolował, z wiecznego
zaogniania stosunków z Czechami.

Dodaje, że Mecziar nieustannie wprowadzał napięcie, któe
wykańczało jego współpracowników psychicznie, a jemu właśnie o to chodziło. (7)

Odchodzenie kolejnych zwolenników Mecziar interpretował jako wynik
spisku. Rządził już całkowicie we własnym, niepowtarzalnym stylu, na przykład
zdecydował na spotkaniu z Klausem o rozdzieleniu dotychczas wspólnej waluty,
ale nikomu o tym nie powiedział. Minister finansów dowiedział się o fakcie z
gazet. Negocjował o poszerzeniu koalicji i jednocześnie w telewizji oskarżał
potencjalnych koalicjantów o łapownictwo. Napadał na prezydenta Michala
Kovacza, który pozwalał sobie na krytyczne uwagi. W końcu odeszła od niego
kolejna zdesperowana grupa posłów. Był 11 marca 1994 roku, kiedy drugi raz
odwołano go z funkcji słowackiego premiera. Posłowie zdecydowali, że w kraju
odbędą się przedterminowe wybory.

ROZDZIAŁ II. PRZEBIEG
I METODY RZĄDZENIA KRAJEM DO UTRATY WŁADZY

1. Ponowne dojście do
władzy

Rok 1994 to kolejna odsłona wyborów parlamentarnych na Słowacji.
Przez nieustanne konflikty popularność Mecziara spadała i nikt już nie pamiętał
o dawnych 90 proc. poparcia dla niego. W kampanii wyborczej potrafił jednak rozbudzać
strach i podejrzliwość u Słowaków i udało mu się w ten sposób skupić ponad
jedną trzecią wyborców.

"Nigdy więcej sporów!" - brzmiało hasło jego kampanii
wyborczej, w której prezentował się jako męczennik, ofiara spisku zachodnich
biznesmenów, Milana Kniażki, Billa Clintona, Jana Czarnogurskiego, Vaclava
Havla. Na odwołanie swojego rządu stworzył specjalną nazwę: "pucz
parlamentarny". Tymczasowy rząd Jozefa Moravczika zdemaskował jako
"rząd nie-Słowaków". Wykorzystywał każdą szansę. W dniu głosowania
okazało się, że w jego lokalu wyborczym nie ma jego nazwiska w spisie wyborców.
Zgodnie z prawem wystarczyło pokazać dowód osobisty (właśnie tak tę techniczną
pomyłkę załatwiło tego samego dnia dwóch innych znanych polityków). Ale nie
Mecziar. Przed kamerami oskarżył rządzących, że chcą mu uniemożliwić
głosowanie, krzyczał, że to gwałt na demokracji i demonstracyjnie wyszedł z
sali. Oskarżał o to właśnie „nie-Słowaków”. (8)

Poskutkowało, znów zyskał najlepszy wynik. I tak był
niezadowolony. Kiedy zobaczył, że jego Ruch nie ma dość mandatów, by rządzić
samodzielnie znowu zniknął na kilka dni.

Nowy parlament składał się głównie z polityków, którzy na
Mecziarze kiedyś się już sparzyli i na więcej nie mieli ochoty. Po prostu się
go bali jako partnera.

2. Metody rządzenia

Żeby trzeci raz zostać premierem, Ruch Mecziara musiał w
parlamencie sprzymierzyć się ze skrajną Słowacką Partią Narodową oraz
Stowarzyszeniem Robotników Słowacji, które do parlamentu weszło pod hasłem
"My pracujemy, a oni czytają książki!". Obie te partie łączy otwarta
niechęć do Unii Europejskiej, NATO i Zachodu w ogóle. Z jednym wyjątkiem:
narodowcy mają świetne kontakty z francuskim Frontem Narodowym Jean Marie Le
Pena. (9)

Pierwsze posiedzenie parlamentu po zawiązaniu nowej koalicji
przeszło do historii jako "noc długich noży". Przez kilkadziesiąt
godzin nieprzerwanych obrad pozbawiono opozycję jakiegokolwiek wpływu na
cokolwiek w państwie. Rządzący wzięli wszystko: urzędy gospodarcze, radio i TV,
komisje parlamentarne, urzędy kontrolujące prywatyzację. Głosowali na komendę,
nie tracąc czasu na dopuszczanie do głosu protestujących. Przez następne lata
ta metoda obrad parlamentu zyskała nazwę "walcowanie". Mecziar i jego
ludzie na koniec obrad powołali dwie specjalne komisje: jedna miała zbadać
"pucz", który kilka miesięcy wcześniej obalił Mecziara, zadaniem
drugiej było sprawdzenie, czy części opozycji nie dałoby się odebrać mandatów.
- To prawo demokracji, przecież mamy w parlamencie większość - tłumaczyli
rządzący. (!)

Wszystko to było możliwe dzięki absolutnej dyscyplinie. Z partii
Mecziara już wcześniej odeszli ostatni samodzielnie myślący ludzie. Zostali
niemal wyłącznie trzeciorzędni działacze. Do ostatniej chwili nie wiedzieli,
czego będzie dotyczyć następne głosowanie, nie dawano im czasu na myślenie.

"Noc długich noży" określiła styl rządzenia Mecziara na
kolejne cztery lata. Potem już zmieniało się tylko to, że w miarę napływających
z Zachodu protestów ten styl się radykalizował. (10)

Krótko po tym Mecziar próbował usunąć prezydenta Michala Kovacza,
znienawidzonego za to, że sprowokował odwołanie jego poprzedniego rządu. Nowa
koalicja nie miała wymaganej większości, więc zwykłą większością tylko wezwała
go do ustąpienia. Kovacz nie posłuchał. Konflikt zaowocował najgłośniejszym
skandalem w postkomunistycznej Europie Środkowej.

Syn prezydenta na początku lat 90. brał udział podejrzanych
interesach na Zachodzie i w efekcie monachijska prokuratura ścigała go
międzynarodowym listem gończym. Jednak do tamtej pory afera została nieco
zapomniana. Do czasu, kiedy jego ojciec-prezydent nie wszedł w konflikt z
Mecziarem. Ten postarał się o odświeżenie afery, aby skompromitować i zmusić do
ustąpienia jego ojca. Pod koniec sierpnia 1995 roku nieznani sprawcy zatrzymali
młodego Kovacza w drodze do pracy, pobili, wlali mu w usta butelkę alkoholu i w
bagażniku przewieŹli do Austrii. Porzucili go przed komisariatem, dla pewności
zadzwonili jeszcze na policję, aby poinformować, że pijany mężczyzna w
samochodzie jest poszukiwany.

Porwanie wywołało eksplozję skandali. Rządzący odsuwali od
śledztwa policjantów, którzy porywaczy poszukiwali między funkcjonariuszami
tajnych służb, kontrolowanych przez Mecziara. Dopiero trzeci z kolei oficer
śledczy domyślił się, o co jego przełożonym chodzi i sprawę umorzył ze względu
na brak dowodów. (11)

Opozycyjne media prowadziły własne śledztwo i jego efektem jest,
że teraz już nikt nie ma wątpliwości: młodego Kovacza porwały tajne służby.
Nikt nie ma też wątpliwości, kto w samochodzie-pułapce zabił jednego ze
świadków w tej sprawie.

Do tej serii skandali kolejny rozdział dopisał w 1999 roku sam
Mecziar. Na początku 1998 roku skończyła się kadencja Michala Kovacza na fotelu
prezydenckim i wobec niewybrania następcy spora część jego uprawnień przeszła
na premiera. Jednym z pierwszych jego posunięć była amnestia dla wszystkich
nieznanych sprawców, którzy brali udział w słynnym porwaniu i zabójstwie
świadka. W ten sposób przyznał, że sprawcy to jego ludzie.

3. Utrata zaufania
społecznego

Ostatni rząd Mecziara toczył wojnę ze wszystkimi: opozycją,
mediami, aktorami, Kościołem, studentami, mniejszością węgierską. Brnął z
jednej afery w drugą.

Mecziar cztery lata zapewniał, że chce integracji z Unią
Europejską i NATO. W tym samym czasie ministrem obrony był reprezentant
nacjonalistów, którzy w Unii i NATO widzą zepsuty i wrogi Zachód.

Jednego dnia premier zapewniał o konieczności dobrych stosunków z
Czechami, nazajutrz opowiadał publicznie obrzydliwe dowcipy o Vaclavie Havlu.
Podpisywał traktat z Węgrami, po czym rzucał propozycję "wymiany
mieszkańców": Węgrzy ze Słowacji na Węgry, Słowacy z Węgier na Słowację. W
telewizji grzmiał o katolicy Źmie, a jednocześnie tajne służby robiły rewizję w
pałacu nieposłusznego biskupa. (12)

W efekcie skandali rząd Mecziara tracił autorytet międzynarodowy.
Publicznie nie pokazywał się z premierem już niemal nikt poza Jelcynem i
Miloszeviciem. Słowacja - kraj oficjalnie kandydujący do Unii - od połowy lat
90. miała nie obsadzone stanowisko ambasadora w Bonn. Zachód i
środkowoeuropejscy sąsiedzi demonstracyjnie wspierali opozycję i prezydenta
Kovacza. Na jego pożegnanie na Słowację zjechało w styczniu 1998 roku
dziesięciu prezydentów. Mecziar demonstracyjnie zignorował kurtuazyjne
zaproszenie na kolację i zamiast spotkać się z prezydentami, uroczyście otwierał
nowe remizy w środkowej Słowacji.

Mecziar po kolejnych protestach i notach dyplomatycznych z Zachodu
zapewniał, że wszelkie zastrzeżenia uwzględni. Chwilę póŹniej rzecznik prasowy
jego partii mówił pod adresem Unii Europejskiej: - Hitler i Stalin też posyłali
do nas najpierw noty protestacyjne, a potem czołgi.

Oczywiste były efekty takiej polityki: Słowacja, choć na przykład
od Polski jest wyraŹnie bogatsza, wypadła z kolejki do NATO i Unii
Europejskiej. Mecziarowcy twierdzili, że integracja się nie udała, bo opozycja
popsuła Słowacji opinię na Zachodzie.

4. Droga do klęski

Narastająca gwałtowność i polityczne zdziczenie, nowomowa płynąca
z państwowych mediów, ataki na kolejne grupy społeczne - wszystko to jednak
wywoływało społeczny opór. O ile na antymecziarowskich demonstracjach jeszcze w
1995 roku spotykały się głównie nieduże grupki anarchistów, w 1998 roku były to
już dziesiątki tysięcy Słowaków wszelkich przekonań, zawodów, pozycji
społecznych. W połowie roku do ustąpienia wezwali premiera słowaccy
psychiatrzy.

Budzili się nie tylko zwykli ludzie, ale i politycy. Cztery lata
nieustannego "walcowania" w parlamencie i poniżania w publicznych
mediach sprawiło, że opozycja poszła do wyborów zjednoczona przeciw Mecziarowi.
Równolegle z samą kampanią wyborczą trwała "kampania obywatelska",
prowadzona przez niezależne media i organizacje społeczne. Po kraju jeŹdzili
pisarze, publicyści, dziennikarze.

Po Bratysławie chodzili młodzi ludzie w koszulkach z rysunkiem
nawiązującym do "Parku Jurajskiego". Zamiast dinozaura był tam jednak
Mecziar z podpisem "Świat zaginiony". Internet zapełnił się dowcipami
o Mecziarze i jego partii. Specjalną stronę założono osławionym mecziarowskim
służbom specjalnym.

Protesty środowisk niechętnych polityce rządu odniosły bardzo
wymierną korzyść – stały się zalążkiem powstania antymecziarowskiej opozycji .
Już w marcu 1997 roku partie prawicowe (liberałowie i chadecy) widząc
niemożność jakiegokolwiek konstruktywnego samodzielnego działania utworzyły
tzw. błękitną koalicję . Wspólne poczynania doprowadziły do tego, iż na jesieni
tegoż roku uzyskała ona 30 procentowe poparcie, przy 24 procentowym dla HZDS-u.
(13)

Do zwycięstwa pozwalającego efektywnie rządzić krajem potrzebna
była jednak koalicja najszerszych sił politycznych od prawicy do postkomunistów
. Jednak premier Mecziar nie miał zamiaru poddawać się bez walki , jeszcze
przed wyborami starał się jak najbardziej utrudnić życie opozycji, m.in. w
ostatniej chwili zmienił ordynację wyborczą. Nowa ordynacja stawiała wyjątkowo
wygórowane warunki koalicjom, w których skupiła się większość przeciwników
rządu. Opozycja z „partyjnych koalicji” musiała przekształcić się w „koalicyjne
partie” o niezwykle skomplikowanych strukturach i dziwnych nazwach. Premier
zyskał na tym bardzo dużo, gdyż przez kilka miesięcy liderzy opozycji nie mieli
czasu na kampanię wyborczą.

Główną siłą opozycyjną była złożona z pięciu ugrupowań Partia
Koalicji Demokratycznej (SDK), tworzą ją: Unia Demokratyczna (DU), Ruch
Chrześcijańsko-Demokratyczny (KDH), Partia Demokratyczna (DS),
Socjaldemokratyczna Partia Słowacji (SDSS) i Zieloni . Jednak ugrupowanie to
łączył wyłącznie wspólny wróg. Brak spójności widać było w ostatnich dniach
przed wyborami, kiedy tworzące je partie
wiodły ze sobą otwartą wojnę o to, kto ma być wspólnym kandydatem na fotel
burmistrza Bratysławy. Powodem wojny był fakt ,że Ruch na rzecz Demokratycznej
Słowacji , skoncentrowany na wiejskim elektoracie, w stolicy miał śladowe
poparcie i nie stanowił niebezpieczeństwa dla SDK. Właśnie dlatego wielu wróżyło jej szybki rozpad. Liderem koalicji ,
osobą najczęściej eksponowaną przez niezależne media został drugi po
Czarnogurskim przywódca chadeków Mikulasz Dzurinda, ze względu na filigranową
postawę i ciągoty populistyczne nazywany „małym Mecziarem . W kampanii
wyborczej SDK ściągało na siebie najwięcej wściekłych ataków, głównie w
państwowej telewizji.

Partią koalicyjną jest też Partia Koalicji Węgierskiej (SMK).
Również ona została naprędce utworzona po tym, jak Mecziar zmienił ordynację
wyborczą. Mieszali się w niej umiarkowani chadecy z Węgierskiego Ruchu
Chrześcijańsko-Demokratycznego-(MKDH), liberałowie (Węgierska Partia Obywatelska - MOS) i radykalnymi narodowcy( ruch Egyuetteles -
Wspólnota). Pomimo gorszących kłótni w czasie integracji partii raczej nie
groził brak spójności. Nękana psychologiczną wojną i atakami na swoje swobody
półmilionowa mniejszość węgierska bała się Mecziara jeszcze bardziej niż
większość ich słowackich współobywateli. A było się czego bać, gdyż w 1996 słowacki premier zaproponował, podczas
wizyty w Budapeszcie wymianę ludności na terenach zamieszkałych przez obie
mniejszości. Dodatkowym faktem dyskredytującym ekipę Mecziara w oczach
mniejszości węgierskiej było wspólne sprawowanie władzy razem ze Słowacką Partią
Narodową (SNS) - ugrupowaniem agresywnych nacjonalistów , których głównym celem
ataków była właśnie ta mniejszość.

Przeciw Mecziarowi wystartowała też Partia Lewicy Demokratycznej
(SDL) , zreformowani postkomuniści z Bratysławy. To im HZDS ukradł najważniejszą
część ich klienteli, czyli nomenklaturę. Postkomuniści bowiem w latach
dziewięćdziesiątych nie mieli większych szans na zdobycie władzy, nie byli więc
w stanie bronić interesów swoich naturalnych zwolenników. Po 1989 roku byłych „
partyjnych” wyrzucano z pracy, lustrowano, aż wreszcie władzę zdobył Mecziar i
przez ostatnie cztery lata dokonał ich uwłaszczenia. Owa nomenklatura stała się
obecnie jedną z najbogatszych grup społecznych w kraju i aktywnymi sponsorami
działalności ruchu.1

Znaczną siłą na przedwyborczej scenie politycznej stało się
Słowackie Porozumienie Obywatelskie (SOP) założone w lutym 1998 roku przez
burmistrza Koszyc Rudolfa Schustra i byłego ministra spraw zagranicznych w
rządzie Mecziara Pavla Hamżika .

Schuster przedstawił program narodowego pojednania, mówił o
Słowacji , w której obecna władza i
opozycja podejmą dialog ku lepszemu rządzeniu państwem. Próbował też oswajać
elektorat Mecziara, powtarzając , że w samym Ruchu na pewno jest wielu uczciwych
ludzi , że nie można wszystkich traktować jednako.

Pojednawczy program Schustra początkowo nie spodobał się ani
demokratycznej opozycji , jak też
koalicji rządzacej . SDK zaczęła uznawać SOP za piątą kolumnę mecziarowców ,
natomiast HZDS po okresie nagonki na demokratów za cel ataków upatrzył sobie
właśnie ugrupowanie burmistrza Koszyc .

Kończąc opisywać największe stronnictwa polityczne jako ostatnie
trzeba przedstawić poglądy i hasła przedwyborcze Ruchu na rzecz Demokratycznej
Słowacji (HZDS) Vladimira Mecziara . Jego ideologia to szczególna wersja
populistycznego nacjonalizmu, grającego na lękach i uprzedzeniach głównie
starszych, niewykształconych ludzi. Kampania miała pokazywać premiera jako męża
opatrznościowego narodu, któremu w uczynieniu Słowacji rajem na ziemi stale
przeszkadzają: opozycja – propagując fałszywy obraz kraju w Europie i USA, UE i
Stany Zjednoczone, które słuchając opozycji ingerują w politykę wewnętrzną
niezależnego państwa, mniejszość węgierska pragnąca oderwać południowa część
kraju oraz Czechy wieczny ciemięzca narodu słowackiego. Przedstawione tezy są
pewnym sarkastycznym skrótem myślowym, w pełni jednak oddają ton i atmosferę
obecne na wiecach Ruchu . A Mecziar pozował do fotografii na tle snopków
ułożonych w serduszko. Naprędce finalizował centralne inwestycje rządowe.
Pokazywał się w telewizji w towarzystwie zapraszanych z Zachodu gwiazd
filmowych takich jak Ornella Muti czy J.P. Belmondo. Otwierał w ich
towarzystwie autostrady, elektrownie a nawet szpital. (14)

Wszystko to wydawało się być dokładnie wyreżyserowane , toteż
nikogo nie zdziwiły informacje prasowe
ujawniające gaże zagranicznych gości. Konsekwencją tych nieprzemyślanych
działań było zachwianie równowagi budżetowej kraju, tak żeby ratować budżet
minister finansów musiał zaciągnąć kredyty w komercyjnych bankach Bratysławy
oprocentowane na około 40 procent .1

Wielu obserwatorów uważało , że te wybory zadecydują o tym , czy
Słowacja , na razie wykluczona z grupy państw kandydujących do Unii i NATO,
dołączy znowu do swoich wyszehradzkich sąsiadów, czy też zacznie zmierzać ku
rządom autorytarnym. Po skończeniu kadencji Kovacza i niemożności wybrania
przez parlament nowej głowy państwa, takie stwierdzenia nie były pozbawione
podstaw. (15)

5. Przegrane wybory

W przedwyborczych sondażach pierwsze miejsce dające zwycięstwo
zajmowała HZDS, zbierając około 30
procent głosów, jednakże antyrządowa opozycja razem mogła liczyć na pozostałe
70 procent . Przejęcie władzy wydawało się prawie pewne, nie był jednak pewnym
fakt czy premier Vladimir Mecziar zechce ją oddać . Do prasy bowiem przedostały
się materiały z przedwyborczej konwencji HZDS-u, na której część działaczy
debatowała nad sposobem unieważnienia wyników , gdyby Ruch nie otrzymał
należycie wysokiego poparcia . Dodatkowo mnożyły się opowieści o zmuszaniu robotników
zatrudnianych przez pracodawców związanych z HZDS-em do głosowania na Ruch. Na
Słowacji jest to możliwe, gdyż każdy uprawniony do głosowania otrzymuje pocztą karty z nazwiskami
kandydatów zgrupowanych na listach. Do urny wrzuca się tylko jedną kartę, tak
więc pozostałe karty są jakby dowodem głosowania na jakąś listę. Możliwość
manipulacji i niedemokratycznych zachowań jest więc spora. Pomimo powyższych
nieprawidłowości i niepokojów związanych z uczciwością i równością wyborów,
przebiegały one spokojnie. W ciągu dwóch dni do urn poszło około 85 procent
uprawnionych do głosowania.

Wybory w Słowacji wygrał Ruch na rzecz Demokratycznej Słowacji
(HZDS) Vladimira Mecziara zdobywając 43 mandaty i wygrywając rywalizację w
środkowej typowo rolniczej części kraju. Drugie miejsce zajęła Słowacka
Koalicja Demokratyczna (SDK) - 42 mandaty. Trzecia i w tym układzie decydująca była postkomunistyczna Partia Lewicy
Demokratycznej (SLD; 23 mandaty). Kolejne miejsce przypadło Partii Węgierskiej
Koalicji (SMK), która zdobyła 15 mandatów, o jeden mandat mniej uzyskała
Słowacka Partia Narodowa (SNS). Niespodzianką okazało się 13 mandatów
„wirtualnej” Partii Porozumienia Obywatelskiego (SOP) Rudolfa Schustra . 2

Faktycznie to opozycja wygrała wybory parlamentarne, zdobywając 93
na 150 mandatów. Liderzy partii spotkali się 27 września i oświadczyli, że chcą
wspólnie stworzyć rząd. Premierem został Mikulasz Dziurinda 43-letni inżynier
transportu od lat związany z ruchem chadeckim, człowiek, którego postura i
gestykulacja nie wzbudzają wielkiego respektu, ale który mimo to zdołał
sformować wyjątkowo dobry rząd, ściśle biorąc, złożony z przedstawicieli
dziewięciu stronnictw. Formalnie jest ich cztery: SDK (w rzeczywistości złożona
z pięciu partii), postkomunistyczna SDL, węgierska Partia Koalicji Węgierskiej
(SMK) i Partia Porozumienia
Obywatelskiego . Kruchość koalicji utworzonej do walki z Mecziarem stanowi
temat rozważań komentatorów politycznych. Rozdzierają ją wszystkie historyczne
konflikty, typowe dla Słowacji.

Głownym spoiwem tej koalicji był Vladimir Mecziar, którego groźba
powrotu mogłaby się okazać realna.

Rząd musiał wziąć się za kierowanie państwem, którego kasa jest
pusta, a gospodarka rozgrabiona przez poprzednią ekipę. Rozmiary szkód
przerosły najśmielsze oczekiwania, co dzień zaczęły wychodzić na jaw wielkie
oszustwa. Minister zdrowia ogłosił, że sytuacja jego resortu jest
katastrofalna, dziesiątki wielkich przedsiębiorstw, wśród nich okręt flagowy
słowackiej gospodarki, Wschodniosłowackie Huty Żelaza, stoi na skraju
bankructwa. Dlatego też pierwszymi z działań nowego gabinetu było odsunięcie od
zajmowanych stanowisk osób odpowiedzialnych za katastrofalny stan gospodarki.
Premier zapowiedział także lustracje decyzji prywatyzacyjnych oraz ponowne
wyjaśnienie wielu bulwersujących opinie publiczną spraw zatuszowanych przez
ekipę Mecziara.1

Sam Mecziar po ogłoszeniu wyników Mecziar zrobił to, co zawsze:
zniknął. Po Bratysławie zaczęła krążyć plotka, że rozgoryczony odrzuceniem
naprawdę chce odejść z polityki. W końcu po kilku dniach w państwowej telewizji
po dzienniku, tradycyjnie bez żadnej zapowiedzi oznajmiono, że za godzinę
wystąpi. Gdy się pojawił - spokojny, smutno uśmiechnięty - nie krył żalu. W
godzinnym wywiadzie oskarżył opozycję, że ma zamiar zrobić to wszystko, co on
sam robił przez ostatnie cztery lata: że spacyfikuje państwowe media, że
zdepcze politycznych oponentów, że rozkradnie państwo. Zwierzał się, że boi się
o własne życie, że już były groŹby uprowadzenia jego wnuczka. - On w to
wszystko naprawdę wierzy. Nie jest cynikiem, jest wariatem - powiedział Gazecie
Wyborczej Milan Szimeczka.

Na koniec wywiadu premier z wilgotnymi oczami zaśpiewał żałobną
pieśń ludową: "Z Panem Bogiem, ja odchodzę, nie skrzywdziłem nikogo z
was". Nazajutrz słychać ją było w komercyjnych radiach od rana do
wieczora, a słuchacze, jak Słowacja długa i szeroka, ryczeli ze śmiechu.

ROZDZIAŁ III. OSTATNI
POWRÓT VLADIMIRA MECZIARA NA SCENĘ POLITYCZNĄ

1. Pierwsza tura
wyborów prezydenckich

Wydawać by się mogło, że po klęsce w wyborach parlamentarnych i po
wzruszającym pożegnaniu Vladimir Mecziar zniknie z politycznej sceny na dobre.
Jednak tak naprawde chyba mało kto wierzył w to do końca. Okazało się, że Vlado
powrócił jeszcze raz, tym razem po to, żeby starać się o fotel prezydencki, w
pierwszych na Słowacji wyborach powszechnych. Mecziar wrócił i okazało się, że
dalej jest darzony wcale niemałym poparciem społeczeństwa.

Jedną z pierwszych uchwał nowego słowackiego parlamentu była
zmiana artykułu 101 konstytucji mówiącego w ustępie pierwszym, że prezydenta
wybiera Rada Narodowa Republiki Słowackiej w tajnym głosowaniu na okres pięciu
lat oraz w punkcie drugim, że do wyboru prezydenta wymagana jest większość
trzech piątych głosów wszystkich posłów. Od tego roku prezydent będzie
wybierany w wyborach powszechnych, a pierwszą elekcję głowy państwa ustalono na
15 maja 1999.

W wyborcze szranki stanęło dziewięciu kandydatów. Od samego
początku najpoważniejszymi postaciami w drodze do urzędu byli Rudolf Szuster,
burmistrz Koszyc i była ambasador Czechosłowacji w Wiedniu Magda Vaszaryova.
Oprócz nich kandydował były prezydent państwa Michal Kovacz, szef lewicy Josef
Migasz oraz Jan Slota przywódca skrajnie nacjonalistycznej Słowackiej Partii
Narodowej. Jednak nagle do wyborów zgłosił się jeszcze jeden kandydat. Ten,
który po przegranych wyborach parlamentarnych jesienią 1998 r. obraził się na
wyborców i zapowiedział nawet odejście z polityki. Całymi miesiącami było o nim
cicho, nikt nie wiedział nawet, gdzie mieszka i co robi. Vladimir Mecziar
jednak w kwietniu pojawił się w Bratysławie i oświadczył, że będzie kandydował
w wyborach prezydenckich. - Trzeba ratować Słowację! - zdradził swoje credo.
(16)

Mecziar uległ namowom kolegów z Ruchu na rzecz Demokratycznej
Słowacji (HZDS). W Ruchu istnieją dwa nurty: twardogłowych nacjonalistów i
łaknących władzy i przywilejów pragmatyków. - Jednym i drugim, choć z różnych
powodów, zależało, by Mecziar wystartował w wyborach - twierdzi redaktor
naczelny tygodnika „Domino Forum” Sztiefan Hrib. Twardogłowi chcieli kampanii
wyborczej i egzorcyzmów nad prozachodnim rządem, USA i NATO. Pragmatycy z kolei
chętnie pozbyliby się Mecziara, z którym nikt na Słowacji nie chce rozmawiać.
Liczą na to, że wówczas uda im się wyrwać z izolacji i dołączyć do jakiejś
przyszłej koalicji rządzącej. - Chcą, żeby przegrał drugi raz z rzędu. To ma
być jego definitywna kompromitacja i koniec. Przykra niespodzianka - mówi Hrib.

Już miesiące przed wyborami prezydenckimi na Słowacji wiadomo
było, który z kandydatów zwycięży. Kandydatura Schustera była zapisana w umowie
rządzącej koalicji w wyborach. Z psychologicznego punktu widzenia ważne wtedy
było, aby po tamtych wyborach antymecziarowcy zostali razem. Właśnie to
wykorzystał Schuster, aby zmusić koalicję do poparcia go w wyborach. - Słowacja
potrzebuje głowy państwa, która nie będzie dzielić, ale łączyć - mówił w środę
na kończącym kampanię wyborczą Schustera wiecu w centrum Bratysławy premier
Mikulasz Dzurinda. Po premierze na wiecu wystąpili liderzy frakcji parlamentarnych,
przewodniczący parlamentu, ministrowie. Wszyscy mówili o Europie i stabilizacji
sceny politycznej. - Bo taki jest Schuster i taka jest Słowacja - wyjaśnia
Martin Szimeczka. - Słowacy nie chcą wybierać kogoś, z kogo chcą być dumni, kto
ma być od nich lepszy. To plebejski naród. Prezydent ma być jednym z nich. (17)

Schuster ma ponad 50 lat i szpakowate włosy, ze swoim ciepłym
uśmiechem emanuje przeciętnością. Słowacy wiedzieli, że był członkiem KC
Komunistycznej Partii Słowacji, a już po przewrocie cieszył się niemal do
ostatniej chwili łaskami Vladimira Mecziara. - Jest daleki od ideału, ale nie
da się powiedzieć, żeby był kompletnym łajdakiem. Dla przeciętnego członka tego
społeczeństwa reprezentuje to, co ludzie zwykli określać zwrotem „porządny człowiek”
- twierdził Szimeczka.

Absolutnym zaprzeczeniem Schustera była w słowackich warunkach
eks-aktorka Magda Vaszaryova: dynamiczna, medialna, jedyna kobieta w galerii
starszych panów. - Nie była w partii, nie kolaborowała z Mecziarem. Vaszaryovą
popierają ludzie, którzy chcą radykalnego zerwania z niedawną przeszłością.
Sondaże wskazują jednak, że na razie jest ich za mało na przełom.

Barw wyborom przydał obchodzący w tym roku dziesiątą rocznicę
rozpoczęcia kariery Vladimir Mecziar. Od klęski w jesiennych wyborach
parlamentarnych nie pokazywał się publicznie, nagle zdecydował się wystartować.
Sam twierdzi, że chce ratować kraj przed katastrofą, w jaką niechybnie wciąga
go rząd. Mecziar w społeczeństwie miał nadal sporą grupę wyznawców, ale raczej
żadnych szans na jej poszerzenie, bo większość Słowaków zwyczajnie się go bała.

Tuż przed wyborami według sondaży agencji MVK Rudolf Schuster
uzyskiwał 39,6 proc, Vladimir Mecziar 26,3 a Magda 17 proc.

Pierwszą turę wyborów 15 maja wygrał zdecydowanie i zgodnie z oczekiwaniami
Rudolf Schuster. Drugi był Mecziar a trzecia Vaszaryova. W sondażach
przeprowadzanych podczas wyborów uzyskiwali oni odpowiednio 42,5; 19,6 i 15,2
proc. Rzeczywiste wyniki jednak znacznie się różniły. Rudolf Schuster otrzymał
47,4 proc, Mecziar - 37,2 a Vaszaryova - 6,6 proc. W ten sposób Mecziar dostał
znacznie więcej głosów, niż oczekiwano. - Zadziałał mechanizm kumulowania
głosów - twierdził socjolog Vladimir Krivy. Jeszcze na miesiąc przed wyborami
sondaże pokazywały, że co najmniej czterech kandydatów przynajmniej zbliży się
do granicy 10 proc. Im bliżej jednak było głosowania, tym lepiej wyborcy
widzieli, że szanse ma tylko dwóch. - Dlatego 15 maja mieliśmy zamiast wyborów
referendum o Mecziarze. Już drugie, bo pierwszym były jesienne wybory
parlamentarne - mówił Krivy.

Chociaż Rudolf Schuster wygrał zdecydowanie, to wynik pierwszej
tury nikogo nie ucieszył. - Okazuje się, że dla miliona ludzi w naszym kraju
mecziaryzm, ta antyzachodnia i antyliberalna mieszanka populizmu, nacjonalizmu,
makiawelizmu, brutalności i zwykłego chamstwa, nie tylko nie jest wstrętny, ale
wręcz uważają go za pożądany” - mówił po wyborach radiowy komentator. - I ci
ludzie nie znikną, nie zapadną się nagle pod ziemię - konstatował Szimeczka.
Jego zdaniem po euforii jesiennych, wygranych przez demokratów wyborów w maju
przyszło otrzeŹwienie. - Położyliśmy Mecziara do grobu, a teraz się okazało, że
to zombie, żywy trup, który z tego grobu wstał i straszy ludzi. I to chyba nie
po raz ostatni.

Jednak analitycy podkreślali, że Mecziar nie zyskał żadnej nowej
grupy wyborców. Cały czas popierali go ci sami wierni: niewykształceni,
przeważnie starsi ludzie, mieszkańcy małych miejscowości. Ten elektorat będzie
z czasem topniał, ale to potrwa - przyznaje.

Wszyscy eksperci zgodnie podkreślają, że poza tą grupą wyznawców
pozostali Mecziara nie cierpią, boją się go i przeciw niemu są gotowi poprzeć
kogokolwiek. Właśnie ten mechanizm zapewnił Schusterowi sporą przewagę, za to
kosztował kompromitującą porażkę Magdę Vaszaryową. Tę znaną aktorkę popierały w
wyborach inteligenckie, antykomunistyczne środowiska z dużych miast, nazywane
„prawicą obywatelską”, co na Słowacji oznacza zarówno konserwatystów i
chadeków, jak i ludzi o przekonaniach liberalnych. - Za komuny nie była w
partii, a potem nie miała nic wspólnego z Mecziarem - brzmiała najczęstsza
odpowiedŹ na pytanie, dlaczego właśnie ona. Ludzie, którzy na nią głosowali,
chcieli zmian: nowego klimatu, nowych elit, nowej polityki. Prawica nie może
zapomnieć Schusterowi, że w latach 80. był w KC Komunistycznej Partii Słowacji.
Zarzuca się mu i to, że jeszcze dwa lata temu na szczeblu lokalnym, w
Koszycach, szedł na kompromisy z mecziarowcami, a nawet szukał ich poparcia.

Okazało się więc, że w drugiej turze wyborów w szranki staną
Schuster i Mecziar. W przeprowadzanym tuż po wyborach sondażu agencji UVVM
Rudolf Schuster miałby dostać 55,9 proc a Vladimir Mecziar - 39,6 proc.

2. Druga tura i
ostateczna klęska

Kampania przed drugą turą wyborów była nerwowa i nie brakowało w
niej skandali.

Tuż po pierwszym głosowaniu bliżej nieznana komunistyczna grupa
Zemsta groziła śmiercią faworytowi II tury Rudolfowi Schusterowi. Dostawał on
anonimowe listy z pogróżkami. Członkowie Zemsty żądają od Schustera, by wycofał
się z rywalizacji o fotel prezydenta. Przyznają się też w listach do kilku
wcześniejszych, dotychczas niewyjaśnionych zabójstw słowackich przedsiębiorców.
Wiele środowisk przypisywał tę akcję Mecziarowi. Grożąca Schusterowi Zemsta
określa się jako organizacja komunistyczna i z mecziarowcami się nie
identyfikuje. W opinii Zemsty kandydat koalicji, w latach 80. członek KC
Komunistycznej Partii Słowacji, „zmienia koszule, marynarki i poglądy” oraz
okłamuje obywateli. (18)

Vladimira Mecziara poparł były premier Czech Vaclav Klaus. - Myślę, że Słowacja powinna wybrać
kandydata, za którym jest określona grupa światopoglądowa, polityczna idea -
powiedział przewodniczący niższej izby czeskiego parlamentu słowackiemu
dziennikowi „Narodna Obroda”. - Do tej kategorii należy Vladimir Mecziar.

Niektórzy zastanawiali się, czy Mecziarowi nie pomoże
zapowiedziany przez rząd tuż przed drugą turą program oszczędnościowy. Wymusiły
go fatalne wskaŹniki gospodarcze, pozostawione po czterech latach premierowania
Mecziara, m.in. ogromny deficyt budżetowy i deficyt w handlu zagranicznym. Rząd
zapowiedział m.in. opodatkowanie importu, podwyżki cen energii, gazu, ciepła,
czynszów, przejazdów oraz głębokie cięcia socjalne. Konkretów nie było, ale
opozycja zacierała ręce: „Bezradność koalicji rządzącej...” - pisał jej dziennika
„Slovenska Republika”.

Jego wprowadzenie po miesiącach przepychanek wymusił upadek
korony, tyle że w najgorszym momencie: 10 dni przed drugą turą. W wyborach
liderem był kandydat koalicji Rudolf Schuster. Miał ponaddziesięciopunktową
przewagę w sondażach nad liderem opozycji, Vladimirem Mecziarem.

Analitycy jednak twierdzili, że nie wpłynie to na zwiększenie
poparcia dla Mecziara.- Nie sądzę, żeby ogłoszenie przez rząd programu
oszczędnościowego pomogło Mecziarowi w wyborach - mówił Gazecie Wyborczej
analityk Instytutu Praw Publicznych Michal Vaszeczka. Choć premier Mikulasz
Dzurinda zapewnia, że reformy, w tym podwyżki wystartują już 1 czerwca, ich
skutki we własnych portfelach ludzie odczują dopiero za parę miesięcy. -
Wielbiciele Mecziara poprą go tak czy inaczej, a reszta się go boi. (19)

Choć przeprowadzane sondaże wyraŹnie wskazywały na zwycięstwo
Rudolfa Schustera w drugiej turze prasa tuż przed głosowaniem nie kryła obaw
przed jego konkurentem Mecziarem. Ostatni sondaż, ogłoszony jeszcze przed ciszą
wyborczą, potwierdził dane z poprzednich miesięcy: Schustera poparło 55,9 proc.
badanych, Mecziara 39,6 proc. Socjologowie byli zgodni, że spora część wyborców
odda dziś na niego głos tylko dlatego, żeby nie dać szans jego konkurentowi.
Wieloletnie premierowanie Vladimira Mecziara pamięta się jako pasmo
kryminalno-finansowych skandali i nieustającą, często brutalną wojnę ludzi
władzy z opozycją, mediami, mniejszościami narodowymi.

- Oby tylko ludzie nie założyli z góry, że Schuster i tak wygrał -
martwił się publicysta dziennika „Pravda” Martin Hric. - Pogoda jest piękna,
mogą zamiast do urn pojechać na działki. Te obawy dotyczą głównie wyborców
prawicowych, którzy na byłego aparatczyka Schustera i tak głosują z ciężkim
sercem.

Ordynacja wyborcza przewiduje, że jeśli jeden z kandydatów przed
II turą się wycofa, w wyborach musi za niego wystartować ten, który w I turze
był trzeci. Gazety były pełne spekulacji, czy tych przepisów nie wykorzysta
Vladimir Mecziar. Gdyby wycofał się na parę godzin przed rozpoczęciem
głosowania, II tura mogłaby się w ogóle nie odbyć, bo nikt by nie zdążył
wydrukować kart wyborczych z nazwiskami Schustera oraz Magdy Vaszaryovej (dwa
tygodnie temu była trzecia z 6,6 proc. głosów). Manipulowanie wzorem karty
wyborczej ma u mecziarowców swoją tradycję: w 1997 w ten sposób doprowadzili do
unieważnienia referendum o wejściu kraju do NATO i sposobie wyboru prezydenta.

Szef MSW Ladislav Pittner poinformował jednak wtedy, że z obawy
przed manipulacjami wydrukowano trzy rodzaje kart do głosowania. Na jednej był
Schuster i Mecziar, na drugiej Schuster i Vaszaryova, a na trzeciej Vaszaryova
i Mecziar. - Na wypadek, jakby Schusterowi się coś stało - skomentował to
dziennikarz Wolnej Europy Milan Żitny.

Sondaże jednak sprawdziły się i druga tura wyborów prezydenckich
poszła po myśli antymecziarowców. Pierwszym prezydentem Słowacji wybranym w
bezpośrednich wyborach został kandydat rządzącej koalicji Rudolf Schuster. W
sobotę, 29 maja 1999 roku zdobył 57,2 proc. głosów, pokonując byłego premiera
Vladimira Mecziara (42,8 proc.), przy wysokiej, ok. 75-proc. frekwencji. -
Dziękuję narodowi słowackiemu i żyjącym tu mniejszościom, że na mnie głosowali
- mówił po ogłoszeniu wyników Schuster. Właśnie problem mniejszości był
centralnym punktem kampanii wyborczej. Nowy prezydent - opowiadający się za
integracją z NATO i UE - jest z pochodzenia Niemcem ze Spiszu i głośno to
podkreśla. Zdobył ponad 90 proc. głosów w południowej części kraju, gdzie żyje
pół miliona Węgrów - tam głosowali na niego również Słowacy, którzy przez
stulecia przyzwyczaili się do węgierskiego sąsiedztwa. Byli oni odporni na
propagandę nacjonalistów Mecziara, którzy od tygodni w kampanii wyborczej
powtarzali „mniejszość nie może narzucać Słowakom prezydenta”. Większość
Słowaków wybrała Rudolfa Schustera na prezydenta nie dlatego, że jest tak
popularny, ale by zagrodzić drogę powrotu do władzy Mecziarowi. Zagłosowali
bardziej przeciw chaosowi, politycznemu zamordyzmowi i złodziejstwu, z którymi
utożsamiany jest były premier Mecziar, niż za Zachodem, demokracją, Unią
Europejską i NATO, które obiecuje Słowakom Schuster.

Wybory te pokazały, że antyzachodnia, autorytarna mniejszość jest
na Słowacji zjawiskiem znaczącym. Elektorat Mecziara, głównie ludzie starsi,
choć nie powiększa się, nie zniknie z dnia na dzień, nawet gdy zniknie sam
Mecziar. Te dwa światy w jakiś sposób muszą się wspólnie nauczyć żyć, a przy
tak silnej opozycji integracja Słowacji ze strukturami euroatlantyckimi może
okazać się procesem długotrwałym i wcale niełatwym. (20)

Schuster złożył ślubowanie 15 czerwca 1999 roku. Po 470 dniach
bezkrólewia Słowacja znów miała prezydenta. Uroczystość odbyła się
bratysławskiej filharmonii. Mecziar, jedyny z osobistości życia publicznego,
nie przyszedł na zaprzysiężenie. Przybyło na nią za to wiele głów państwa z
wielu krajów.

ZAKOŃCZENIE

Wybory prezydenckie były ostatnim incydentem w dotychczasowej
drodze politycznej Vladimira Mecziara. Są dla niego wykluczeniem z kręgu osób
mających wpływ na kierowanie państwem. Dla Słowacji były kolejnym krokiem ku
pełnej stabilizacji systemu politycznego. Póki co stał się on przejrzysty,
niekonfliktogenny. Sytuacja ta prawdopodobnie przybliży Słowację do członkostwa w Unii Europejskiej i
NATO. Rudolf Schuster stwierdził, że nigdy nie dopuści do powstania sytuacji,
która miała miejsce w latach 1994-1998. Czy uda się mu to?

Mecziar usunął się w cień. Czy jednak na zawsze? Jego
dotychczasowe zachowanie wskazywałoby raczej na to, że Słowacja i świat jeszcze
o nim usłyszy. A może nie? Może okaże się, że nawet najwierniejsi jego
dotychczasowi zwolennicy przejrzą na oczy i zapomną o nim a raczej nie będą
chcieli go pamiętać? W każdym razie wypada im tego życzyć z głębi serca.

W mojej pracy starałem się jak najlepiej i najciekawiej opisać
Mecziara i „mecziaryzm”, który według mnie jest bardzo ciekawym tematem.

Przypisy

1. Neurotyczne społeczeństwo... M. Szimeczka, GW 1998.09.26

2. Żelazny Vlado. Tomasz Maćkowiak, GW 1999.01.08

3. Tamże

4. Słowacka nieoczywistość. M. Szimeczka, GW 1998.09.26

5. Nie odejdzie bez walki. Marian Leszko, GW 1995.05.13

6. Tamże

7. Zakładnik własnej Schizofrenii. Rudolf Chmel, Gazeta
Środkowoeuropejska 1995.01.15

8. Żelazny Vlado. Tomasz Maćkowiak, GW 1999.01.08

9. Sezon w snach. Lajos Grendel, Gazeta Środkowoeuropejska 1994.12.10

10. Słowacka neuroza. M Szimeczka, GW 1994.11.05

11. Mądry Słowak po szkodzie. Milan Kruml, Gazeta
Środkowoeuropejska 1994.02.18

12. Słowacka neuroza. M Szimeczka, GW 1994.11.05

13. Żelazny Vlado. Tomasz Maćkowiak, GW 1999.01.08

14. Tamże

15. Siła zastoju. M Szimeczka, GW 1999.05.27

16. Osaczanie Mecziara. Tomasz Maćkowiak, GW 1999.05.29

17. Plebejski prezydent. Tomasz Maćkowiak, GW 1999.05.14

18. Wycofaj się, bo zginiesz. Tomasz Maćkowiak, GW 1999.05.20

19. Korona jednoczy rząd. Tomasz Maćkowiak, GW 1999.05.20

20. Trudna droga bez Mecziara. Tomasz Maćkowiak, GW 1999.05.31

Wykaz Źródeł

I . Pozycje książkowe

Piotr Wandycz , Cena
wolności ,Wydawnictwo ZNAK , Kraków 1995 .

Stanisław Sagan , Konstytucja Republiki Słowackiej – tłumaczenie i
opracowanie, Biuro Wydawnictw
Prawniczych „POLBOD” Katowice 1993

II . Wykaz czasopism

1.Gazeta Wyborcza roczniki 1994 , 1997 –1999

2. SME wybrane egzemplarze
1997 – 1999

3.Plus 7 DNI wybrane
egzemplarze 1995



1 T . Maćkowiak , Demokratyczna opozycja „Gazeta Wyborcza” nr 226 ,
26-09-1998 .

1 T .Maćkowiak ,Żelazny Vlado ...

2 T .Maćkowiak , Gdzie jest Mecziar ? „Gazeta Wyborcza” nr 228 ,
29-09-1998 .

1 Relacja ustna uzyskana w dniach 1-3 maja 1999 ...