• : Function ereg() is deprecated in /home/kamil3/domains/nauki-spoleczne.info/public_html/includes/file.inc on line 649.
  • : Function ereg() is deprecated in /home/kamil3/domains/nauki-spoleczne.info/public_html/includes/file.inc on line 649.
  • : Function ereg() is deprecated in /home/kamil3/domains/nauki-spoleczne.info/public_html/includes/file.inc on line 649.
  • : Function ereg() is deprecated in /home/kamil3/domains/nauki-spoleczne.info/public_html/includes/file.inc on line 649.
  • : Function ereg() is deprecated in /home/kamil3/domains/nauki-spoleczne.info/public_html/includes/file.inc on line 649.
  • : Function ereg() is deprecated in /home/kamil3/domains/nauki-spoleczne.info/public_html/includes/file.inc on line 649.

Sens cierpienia

Posted by nauka on śr., 01/30/2008 - 17:45

„I cierpienie musi mieć sens,
cierpienie jest przecież nierozłączną częścią życia, tak samo jak los i śmierć.
Bez cierpienia i śmierci życie człowieka nie może osiągnąć pełni”

Zacznę od sprawy pozornie dość
oczywistej. Najczęściej przyjmowanym przekonaniem jest uznanie, iż cierpienie
jest złem, a nawet, że zachodzi tożsamość pomiędzy cierpieniem a złem. Jak się
wydaje, w filozofii bliskie temu są poglądy utylitarystów. Jednakże oczywiście
taka tożsamość nie zachodzi. Przede wszystkim w tych systemach filozoficznych,
w których wartości moralne wyznaczają pojęcia dobra i zła, o cierpieniu może w
ogóle nie być mowy — tak jest np. w etyce Kantowskiej. Zresztą wiele norm
moralnych nie wiąże się, w każdym razie bezpośrednio, z jakikolwiek cierpieniem.
Dotyczy to np. rygorystycznych zasad określających życie seksualne. Także takie
“grzechy główne”, jak kłamstwo czy lenistwo wcale nie muszą przysparzać
cierpienia. Z kolei nie każde cierpienie jest złe (np. dolegliwości wynikłe ze
świadomie przyjętej ascezy czy treningu sportowego, cierpienie jako sygnał
choroby czy uszkodzenia organizmu), można też uznać, że żadne cierpienie nie
jest złem, jeśli jego ostateczną przyczyną jest decyzja Boga. Wreszcie można
też twierdzić, że cierpienie jest dobrem.

Obecnie przejdę do próby uporządkowania
tych, a także innych jeszcze możliwych stanowisk.

1. Cierpienie ma
sens, choć należy je eliminować

Cierpienie jest uzasadnione poprzez
arbitralną decyzję Boga. (Po prostu Bóg tak chciał). Bóg poddaje człowieka
próbie. Tu przykładem może tu być najbardziej znany tekst o cierpieniu zawarty
w Biblii — Księga Hioba. Przypomnijmy — Bóg zsyła na swojego wiernego
czciciela, pobożnego Hioba, coraz większe cierpienia fizyczne i psychiczne. Ani
Hiob, ani jego bliscy nie pojmują sensu tych cierpień. Pozornie chodzi tu o
sprawdzenie, czy Hiob wytrwa w swej wierze, jednak pomysł tego rodzaju wychodzi
nie od Boga, lecz od Szatana. A kiedy Hiob zapytuje o powody i cel swego
cierpienia, w odpowiedzi pojawia się hymn ku czci potęgi krokodyla i
hipopotama. Tajemnica nie zostaje wyjaśniona, choć oczywiście myśl
chrześcijańska wraca do pytania unde malum? wielokrotnie, od świętego Augustyna
po współczesność. Zauważmy jednak, iż w przytoczonej tu opowieści o cierpieniu
nie zachodzi utożsamienie cierpienia i zła, chociaż można je tu domniemywać.

Może też cierpienie być karą za
popełnione czyny, wymiarem Bożej sprawiedliwości. Obie powyższe koncepcje nie
tłumaczą, dlaczego cierpią np. małe dzieci (nie popełniły niczego złego i nie
są świadome, więc nie mogą być poddawane próbie — dotyczy to także zwierząt)
ani nie wyjaśnia cierpienia wiekuistego potępienia. Nie wiadomo też, dlaczego
cierpienie nie jest rozdzielone równomiernie, niektórzy ludzie doznają go w
nadmiarze, inni (często niegodziwi) są od niego niemal wolni.

Dość podobnie przedstawia się sprawa w
epikureizmie, gdzie istotną rolę odgrywają emocje. Także i tu cierpienie jest
skutkiem nieuzasadnionego lęku wynikłego z błędnego rozpoznania problemu bogów
i śmierci. Odmiennie niż w buddyzmie przyjmuje się tu, że człowiek w naturalny
sposób raczej doznaje przyjemności niż cierpienia i samo rozpoznanie tego faktu
ma charakter terapeutyczny. Oczywiście także i w tej koncepcji cierpienie jest
złem i winno być eliminowane.

2.
Cierpienie ma sens, ale jest nieuchronne

Można np. przyjąć, że cierpienie jest
integralnie związane z rozwojem w dziejach ludzkości — tak jest u Hegla. Jest
ono czymś nieuchronnym, jako istotny element postępu. (Modyfikacją takiego
poglądu jest uznawanie, iż miarą postępu w dziejach ludzkości jest właśnie
eliminacja cierpienia — Oświecenie, koncepcje pozytywistyczne, w jakimś sensie
marksizm).

Można też uznać, że cierpienie to
integralny składnik świata o naturze dwoistej, a jego twórcą jest zły Bóg. Tak
głoszą religie dualistyczne, takie jak zoroasterianizm, manicheizm, gnoza czy
herezja katarów.

3.
Cierpienie ma sens i jest czymś pozytywnym

Można uznać, że cierpienie jest czymś
pozytywnym. Może być sposobem, w jaki Bóg doświadcza wybranych, ukochanych
przez siebie ludzi, chociaż sens tego doświadczenia jest niepojęty. Cierpienie
podjęte dobrowolnie może stanowić pokutę i zmazanie winy. Może sprzyjać
duchowemu rozwojowi człowieka. W niektórych koncepcjach cierpienie jako skutek
czynów z poprzednich wcieleń jest sygnałem i szansą, aby w następnych uniknąć
podobnych błędów — jest więc sposobem na uczenie się i doskonalenie w toku
wcieleń.

Cierpienie może być cennym
doświadczeniem sprzyjającym twórczości. Jest też pozytywnym elementem jako
składnik ascezy, treningu sportowego i aktywnego życia. Jest wówczas niejako
ubocznym skutkiem wyboru celów i środków prowadzących do określonych zadań,
jednak, jak się wydaje, w takim przypadku jest ono wprawdzie uzasadnione, ale
nie jest samo przez się wartością.

Cierpienie może świadczyć o niezwykłości
człowieka — cierpienia artysty, geniusza — częsty motyw romantyzmu i przełomu
antypozytywistycznego. Własne cierpienie uwrażliwia na niedolę innych ludzi.

4.
Można uznać, że cierpienie jest ze swej natury bezsensowne

Właśnie jego istnienie w świecie każe
stwierdzić, iż świat z natury jest zły, a w każdym razie obojętny. W
najskrajniejszej wersji taki pogląd został wyrażany w poglądach Artura
Schopenhauera i jego mniej znanych następców — Edwarda von Hartmanna i
Mainländera. Wola czy Nieświadome, które są przyczyną cierpień odczuwających
stworzeń, same są “ślepe” i bezosobowe i nie można ich ani oskarżać, ani liczyć
na ich pomoc. Swoista terapia, jaką proponuje Schopenhauer, zależy wyłącznie od
jednostek, które od takiej sytuacji potrafią się uwolnić. W gruncie rzeczy
podobne myśli można odnaleźć w egzystencjalizmie.

6.
Cierpienie ma jakiś sens, ale nie jest on rozpoznawalny

Jego istnienie w świecie wynika z woli
Boga, ale nie wiadomo, dlaczego Bóg tak chce. Jest rezultatem prawa karmana,
ale nie wiemy, dlaczego takie prawo istnieje (np. buddyzm). Można więc uznać,
że przyczyny cierpienia z punktu widzenia całości świata nie są znane, ale jest
sprawą istotną jego eliminacja. Tu istnieje wiele możliwych propozycji — od
koncepcji stoickich po postawę lekarza, który pytania o ontologiczny sens
cierpienia nie musi sobie stawiać w dążeniu do jego usunięcia.

Wreszcie pytanie o przyczyny istnienia w
świecie cierpienia, jako ogólny problem filozoficzny, można uznać za pytanie
źle postawione — neopozytywizm. Oczywiście nie wyklucza to uznania, iż jest
zasadnym badanie przyczyn różnych jego rodzajów i szukanie sposobów jego
usunięcia — kierunki pozytywistyczne, utylitaryzm.

Przypatrzmy się teraz bardziej
szczegółowo tej sytuacji, w której podejmuje się działalność mającą na celu
zniesienie cierpienia. Są to dwie zasadnicze możliwości. Jedna to uznanie, iż
cierpienie jest wprawdzie związane z ludzką egzystencją, ale można przyjąć taką
postawę, która je zneutralizuje, chodzi więc wówczas o dostarczenie wskazówek,
jak taką postawę uzyskać. Druga, to przyjęcie, że, przynajmniej w konkretnym
wymiarze, cierpienie jest czymś incydentalnym i trzeba, rozpoznając jego
przyczyny, starać się o jego usunięcie. Nie są to w gruncie rzeczy podejścia
wykluczające się, gdyż można też uznać, iż przyczyny cierpienia zawarte są w
ludzkiej świadomości, w postrzeganiu i przeżywaniu świata przez jednostkę i poprzez
przekształcenie świadomości można cierpienie usunąć. W obu jednak przypadkach,
co jest tu niezwykle istotne, cierpienie zostaje uznane za zło, za coś, co nie
powinno mieć miejsca, a jego usunięcie jest zasadniczym zadaniem tego, kto taki
fakt rozpoznaje.

Podobnie rzecz ma się w buddyzmie.
“Cztery szlachetne prawdy” objawione przez Buddę po jego “przebudzeniu” są
ukazaniem przyczyn cierpienia i sposobu, w jaki należy je usunąć. Zasadnicza
przyczyna — awidja, niewiedza stanowiąca źródło przywiązania i związanego z tym
nieuniknionego cierpienia winna zostać zastąpiona przez właściwe rozpoznanie
sytuacji człowieka w świecie, co spowoduje ustanie przyczyny i kres cierpienia.
Nie mówi się tu (w każdym razie w buddyzmie pierwotnym) o radzeniu sposobie z
poszczególnym rodzajami cierpienia, stanowi ono problem całościowy i tylko jako
taki może on zostać rozwiązany. Inaczej niż w epikureizmie, w którym świat
uznany jest za dobry, a cierpienie jest jedynie sprawą ludzkiej świadomości, w
buddyzmie jest ono uznane za istotny element świata przejawionego. Uwolnienie
się od niego wymaga w gruncie rzeczy wydostania się ze świata zjawisk, lecz nie
jest to możliwe bez radykalnej zmiany postawy poznawczej, choć oczywiście słowo
“poznanie” nie musi być tożsame z uzyskaniem wiedzy dostępnej na drodze
intelektualnej.

Podobne jest przekonanie, iż cierpienie,
chociaż jest istotnym składnikiem świata, nie jest w odniesieniu do człowieka
nieuchronne i że zadaniem filozofa czy mistrza jest wskazanie na to, w jaki
sposób świadomość może być przekształcona. Zresztą zarówno w przypadku
buddyzmu, jak i epikureizmu mówi się o “terapii” i przeprowadza analogie z
medycyną.

Z kolei w medycynie najbliższe temu jest
podejście psychoanalityczne, rozmaitych szkół i kierunków. Także i tu zasadniczą
sprawą jest zmiana świadomości, uzyskanie wiedzy staje się drogą usunięcia
zaburzeń powodujących dolegliwości, zarówno psychiczne, jak i niekiedy
fizyczne. Pozostając w tej tematyce - zadaniem lekarza jest też rozstrzygnięcie
kwestii, jaki rodzaj i stopień fizycznego cierpienia jest niezbędny jako sygnał
choroby, informacja o nieprawidłowościach jako objaw nieuchronnie towarzyszący
zabiegowi operacyjnemu, i podjęcie starań o to, aby każdy inny niż ten
nieunikniony rodzaj i stopień bólu został niezwłocznie usunięty. Także
rozstrzygnąć musi kwestię, jaki bolesny czy okaleczający zabieg jest warunkiem
wyzdrowienia czy choćby niepogorszenia stanu zdrowia, a jaki jest zbędny,
choćby dlatego, że nie rokuje już poprawy.

Reasumując możemy dojść do wniosku, że
warunkiem osiągnięcia szczęścia jest doznanie cierpienia. Ból nie jest
wyłącznie doświadczeniem niszczącym, ma swój głęboki moralny sens. Bez niego
nie staniemy się ludźmi, nie osiągniemy duchowej dojrzałości. Pozostaniemy
niedorośli przed śmiercią, jak określił to ksiądz Twardowski w przepięknym
wierszu Oda do rozpaczy. Oczywiście
nie jest łatwo zaakceptować doświadczenie cierpienia. Boimy się bólu i własnej
słabości. Szukamy drogi do szczęścia. Pytamy o to, jak żyć, by nie cierpieć.
Oszukujemy sami siebie, gdyż cierpienia nie możemy się wyrzec i nie możemy go
uniknąć. Jest treścią naszego życia. Człowiek nie kamień - stwierdził już
Kochanowski - nie potrafi nie odczuwać bólu, tego nie nauczy żadna filozofia.
Cierpienie trzeba zaakceptować i przeżywać z godnością .Gdy człowieka spotyka
nieszczęście, przychodzi czas na refleksję. Uświadamiamy sobie naszą słabość,
kruchość istnienia, pozorność pewnych wartości. Pytamy też - dlaczego? Dlaczego
to nas spotkało? Czym zawiniliśmy? A może cierpienie jest tylko próbą, a nie
karą? Są to trudne pytania. Pytania Hioba i ojca Paneloux. Dramatyczne pytania
o sens miłości i wiary. O sens sprawiedliwości i zaufania.

Bólu nie można określić ani zdefiniować.
Każdy jest sam ze swoim cierpieniem. Sens cierpienia określa się wobec pojęcia
szczęścia i tłumaczy, że nadaje ono sens naszemu człowieczeństwu. I tak jest,
dopóki nie przekroczy ono ludzkiej miary. Pewnych spraw nie zrozumiemy nigdy,
przerastają bowiem naszą wyobraźnię. Jak pojąć ból człowieka, który patrzy na
śmierć całej swojej rodziny? Nigdy nie pojmiemy całej grozy wojny i Holocaustu.
Tak jak nie dowiemy się, co czuje kobieta, mieszkanka Algierii, której
zamordowano ośmioro dzieci. Jej zdjęcie obiegło cały świat[1]. Ale czy świat zrozumiał?



[1] Mowa o słynnym zdjęciu,
prezentowanym na „World Press Photo 2000”