• : Function ereg() is deprecated in /home/kamil3/domains/nauki-spoleczne.info/public_html/includes/file.inc on line 649.
  • : Function ereg() is deprecated in /home/kamil3/domains/nauki-spoleczne.info/public_html/includes/file.inc on line 649.
  • : Function ereg() is deprecated in /home/kamil3/domains/nauki-spoleczne.info/public_html/includes/file.inc on line 649.
  • : Function ereg() is deprecated in /home/kamil3/domains/nauki-spoleczne.info/public_html/includes/file.inc on line 649.
  • : Function ereg() is deprecated in /home/kamil3/domains/nauki-spoleczne.info/public_html/includes/file.inc on line 649.
  • : Function ereg() is deprecated in /home/kamil3/domains/nauki-spoleczne.info/public_html/includes/file.inc on line 649.

Psychologia społeczeństwa

Posted by nauka on sob., 04/05/2008 - 17:43


1. Psychologia a wychowanie: typowe zagrożenia

1.1.
Redukcjonizm w psychologii humanistycznej

1.2. Naiwna
wizja spontaniczności

1.3.
Relatywizacja prawdy i moralności

1.4. Kult samego
siebie

1.5. Kult
subiektywnego myślenia

1.6. Ucieczka od rzeczywistości

1.7. Banalizacja
miłości

2. Psychologia humanistyczna: lekarstwo gorsze od choroby?

3. Lekarstwem jest miłość

4. Wychowanie "nowoczesne" czy
odpowiedzialne?

1. Psychologia a
wychowanie: typowe zagrożenia

Psychologia jest nauką o zachowaniu
człowieka. Przedmiotem jej badań są więc wszelkie zjawiska i mechanizmy, które
umożliwiają zrozumienie zachowań typowych dla człowieka. Dzięki takim badaniom
możemy nie tylko łatwiej zrozumieć określone sposoby myślenia, przeżywania czy
postępowania danego wychowanka ale jesteśmy także w stanie skuteczniej
modyfikować zachowania błędne oraz promować zachowania dojrzałe. Jest zatem
sprawą oczywistą, że znajomość dorobku psychologii może być bardzo pomocna dla
wszystkich wychowawców, począwszy od rodziców, kapłanów i nauczycieli.
Korzystanie z dorobku psychologii umożliwia lepsze rozumienie wychowanka a
także nawiązanie z nim dojrzalszej relacji wychowawczej.

Z drugiej jednak strony korzystanie ze
wskazań psychologii nie może być bezkrytyczne, gdyż w przeciwnym przypadku
będzie prowadzić do wypaczeń w procesie wychowania. Dzieje się tak zwłaszcza
wtedy, gdy wychowawcy odwołują się do tych systemów psychologicznych, które w
sposób uproszczony czy jednostronny analizują zachowanie człowieka lub które
przekraczają kompetencje i możliwości, właściwe psychologii. Zagrożenia tego
typu okazują się obecnie tym większe, im bardziej dominującym i modnym staje
się ten nurt w psychologii, który opiera się na naiwnej i zredukowanej wizji
człowieka, typowej dla wszelkich humanizmów w wersji laickiej. Ogromna
większość wydawanych obecnie książek z zakresu psychologii reprezentuje ten
właśnie kierunek. Stał się on tak popularny, że często jest utożsamiany po
prostu z psychologią.

Powtarza się zatem sytuacja, którą
obserwowaliśmy w psychologii sto lat temu. Także wtedy - na przełomie XIX-tego
i XX-go wieku - istniał pewien kierunek w psychologii, który na kilka
dziesięcioleci zdominował tę naukę. Chodzi tu oczywiście o psychoanalizę
Freuda. Jego system stał się dla wielu ludzi synonimem psychologii w ogóle i
osiągnął taką popularność, że nie tylko wpływał na badania psychologiczne ale
także na ówczesną kulturę, sztukę, obyczajowość, prawo, systemy moralne i
pedagogiczne.

Freud ukazywał wewnętrzne rozbicie człowieka.
Był przekonany, że człowiek żyje w bolesnym konflikcie z samym sobą, targany z
jednej strony trudną do opanowania seksualnością i agresywnością a z drugiej
strony systemem nakazów i zakazów moralnych, społecznych i religijnych. W wizji
Freuda człowiek w sposób spontaniczny dąży do życia w oparciu o zasadę
przyjemności a z drugiej strony przekonuje się, że dojrzałe życie jest możliwe
jedynie w oparciu o zasadę realizmu, czyli w oparciu o respektowanie wymagań i
zadań, które stawia człowiekowi jego własna natura a także otaczający go świat.

W obliczu tego typu konfliktów człowiek
ucieka w sferę nieświadomości lub posługuje się innymi jeszcze psychicznymi
mechanizmami obronnymi. Szczególne znaczenie ma w tym względzie projekcja
psychiczna, czyli nieświadome przerzucanie na inne osoby przeżyć, myśli, napięć
czy konfliktów, które w rzeczywistości przeżywa sam zainteresowany. Freud
odkrył fakt, iż np. w obliczu agresywności, lęków czy trudności seksualnych
człowiek ma tendencję do podejrzewania, że to inni ludzie przeżywają
agresywność, lęk czy trudności seksualne. Tego typu iluzja ma znaczenie
obronne, gdyż znacznie łatwiej jest obronić się przed trudnościami czy
zagrożeniami zewnętrznymi niż wewnętrznymi. Łatwiej dla przykładu obronić się
przed wrogością innych ludzi niż przed własną wrogością wobec samego siebie.
Podobnie łatwiej jest znieść konflikty i napięcia psychiczne innych ludzi niż
własne.

Gdy tego typu mechanizmy obronne
zaczynają dominować zachowanie danego człowieka, wtedy może dochodzić do
poważnych zaburzeń psychicznych. Działanie mechanizmów obronnych powoduje
bowiem rosnącą nieświadomość własnych przeżyć, konfliktów i trudności. Człowiek
będący w takiej sytuacji atakuje innych ludzi za winy i problemy, które w
rzeczywistości odnoszą się do niego samego. Ponadto nie potrafi on rozwiązywać
swoich trudności i problemów, gdyż nie zdaje sobie z nich sprawy. W takiej
sytuacji jego problemy i trudności będą się pogłębiać, a to prowadzi do
określonych zaburzeń fizycznych i psychicznych.

System Freuda był jednostronny i w wielu
aspektach bardziej literacki niż naukowy. Mimo to Freud był w dużym stopniu
realistą. Dostrzegał w człowieku sferę zła i konfliktów. Z tego powodu
postulował konieczność pracy nad sobą, aby człowiek mógł osiągnąć dojrzałość.
Warto przypomnieć, że według Freuda człowiek dojrzały to ktoś, kto potrafi
kochać i pracować. W taki właśnie sposób Freud zdefiniował dojrzałość w
pierwszym wywiadzie dla zaciekawionych dziennikarzy amerykańskich,
spodziewających się raczej skandalizujących wypowiedzi o ludzkiej seksualności
niż refleksji na temat kryteriów dojrzałości człowieka.

Obecnie psychoanaliza traci coraz
bardziej na znaczeniu. Jest coraz rzadziej wykorzystywana w terapii,
profilaktyce czy poradnictwie. Wraz z upływem czasu stało się bowiem oczywiste,
że jest to system, który pomija bardzo istotne sfery ludzkiego życia: sferę
więzi społecznych, sferę świadomości, sferę aspiracji i wolności. Okazuje się
jednak, że po stu latach dominuje system jeszcze bardziej jednostronny, związany
z ideologią nadczłowieka, zadowolonego z samego siebie i egoistycznie
skoncentrowanego na samym sobie. Chodzi tu oczywiście o psychologię
humanistyczną w wersji laickiej.

Początki rozwoju psychologii
humanistycznej były obiecujące i nie zapowiadały popadnięcia w tego typu
jednostronność. Przeciwnie, Allport, Maslow, Rogers czy May zainteresowali się
tymi aspektami w zachowaniu człowieka, które były ignorowane w dominujących
dotąd szkołach psychologicznych, a więc w psychoanalizie i w behawioryzmie.
Psychoanaliza redukowała zachowania człowieka do konfliktu między biologicznymi
impulsami i popędami a systemem nakazów i zakazów natomiast behawioryzm
redukował zachowania człowieka do pewnego rodzaju tresury, opartej na systemie
nagród i kar. Tymczasem psychologowie humaniści zaczęli badać to, co jest
specyficznie ludzkie w zachowaniu człowieka, a więc jego świadomość, jego
zdolność do odkrycia i realizowania sensu życia, jego więzi z innymi ludźmi i z
Bogiem, jego aspiracje, wolność wewnętrzną, jego hierarchię wartości i
wrażliwość moralną.

Począwszy od lat sześćdziesiątych
czołową pozycję w psychologii humanistycznej zaczął odgrywać Carl Rogers.
Nawiązał on do naiwnej wizji człowieka oraz do utopijnej wizji wychowania,
postulowanej przez J. J. Rousseau. Freud widział w człowieku głównie zagrożenia
i konflikty. Był pod wrażeniem ludzkiej słabości i wewnętrznego zranienia.
Tymczasem Rogers widzi w człowieku jedynie dobro. Nie dostrzega wewnętrznych
konfliktów i zagrożeń. Nie dostrzega oczywistego faktu, że człowiek potrafi
krzywdzić samego siebie, że potrzebuje Zbawiciela, nawrócenia, wewnętrznej
dyscypliny, obiektywnych wartości, autorytetów. W konsekwencji Rogers wierzy w
spontaniczną samorealizację wychowanka: bez wysiłku, bez pracy nad sobą, bez
Boga, bez obiektywnych prawd i zasad moralnych.

Psychologia humanistyczna w tej właśnie
wersji stała się w ostatnich dziesięcioleciach bardzo popularna z tego prostego
faktu, iż nie stawia wymagań ani wychowankom ani wychowawcom. Uzurpuje sobie
wręcz pozycję nowej religii, która wszystko potrafi wyjaśnić, która decyduje o
sensie ludzkiego życia i która staje się ostatecznym kryterium postępowania
danego człowieka. Na szczęście coraz więcej wychowawców a także psychologów
zdaje sobie sprawę z naiwności i jednostronności psychologii humanistycznej.
Coraz więcej osób dostrzega niebezpieczne uproszczenia w patrzeniu na ludzkie
zachowanie a także tematy tabu, od których starają się uciekać przedstawiciele
tego kierunku. Współczesna psychologia humanistyczna ignoruje niemal wszystko
to, co stanowi podstawę zachowania człowieka, np. wrażliwość moralną, aspekt
duchowy i religijny, problem zła, cierpienia, krzywdy, grzechu, nawrócenia,
problem szukania obiektywnej prawdy o człowieku i uczenia się dojrzałej
miłości. Obiektywne i wszechstronne badanie ludzkiego zachowania zostało więc
zastąpione jednostronnymi i naiwnymi założeniami na temat człowieka i jego
życia. Redukując człowieka do wymiaru cielesno-emocjonalnego oraz ograniczając
sens ludzkiego życia do szukania dobrego nastroju, psychologia humanistyczna
zredukowała samą siebie do rzędu jeszcze jednej ideologii XX-tego wieku.

Warto przy okazji przypomnieć, co
oznacza słowo "ideologia". Otóż ideologia to każdy system twierdzeń w
filozofii, psychologii, ekonomii, pedagogice czy jakiejkolwiek innej dziedzinie
wiedzy lub ludzkiej aktywności, który nie wynika z obiektywnej i bezstronnej
analizy faktów lecz opiera się na subiektywnych ideach czy przekonaniach
określonego człowieka czy środowiska społecznego. Ideologią jest więc każdy system
przekonań, który został zbudowany na czyichś ideach i przekonaniach kosztem
obiektywnej rzeczywistości i który pozostaje w sprzeczności z obiektywnymi
faktami. Oczywiście największym zagrożeniem dla człowieka są te systemy
ideologiczne, które zostają narzucone przemocą. Prowadzi to do pojawienia się
systemów totalitarnych, które uważają się za jedynie słuszne i które gotowe są
raczej zabijać ludzi niż zrezygnować z własnych założeń czy partykularnych
interesów.

1.1. Redukcjonizm w psychologii
humanistycznej

Przypatrzmy się teraz bliżej typowym
przejawom ideologizacji w psychologii humanistycznej oraz zagrożeniom, jakie z
tego faktu płyną dla procesu wychowania. Pierwszym przejawem ideologizacji
psychologii humanistycznej jest selekcjonowanie zjawisk psychicznych. Rogers i
jego zwolennicy są uwrażliwieni na niektóre tylko zjawiska i fakty psychiczne.
Dostrzegają przede wszystkim ludzką cielesność i jej uwarunkowania. Koncentrują
się na ludzkiej emocjonalności i na subiektywnych sposobach myślenia. Podkreślają
niepowtarzalność jednostki, jej spontaniczność i wolność.

Unikają natomiast analizowania takich
faktów psychicznych, jak odpowiedzialność, wierność, poczucie obowiązku, głos
sumienia, poczucie winy, szukanie obiektywnej prawdy o sobie i o ludzkim życiu.
Konsekwencje wychowawcze tego typu selektywnego spojrzenia na człowieka są
bardzo groźne. Prowokują bowiem wychowanka do koncentrowania się głównie na
sferze cielesno-emocjonalnej, a więc na tej sferze, w której człowiek ma
najmniejsze granice wolności i w której nie może odkryć sensu swojego życia.
Systemy pedagogiczne bezkrytycznie oparte na psychologii humanistycznej
sprzyjają zatem wychowaniu ludzi nadmiernie skoncentrowanych na samych sobie,
ludzi biednych duchowo i moralnie, ludzi rezygnujących z najgłębszych aspiracji
i szukających jedynie doraźnej przyjemności fizycznej oraz dobrego samopoczucia
emocjonalnego. A kierowanie się tego rodzaju logiką życia prowadzi wychowanka
do rosnących konfliktów z samym sobą i z innymi ludźmi, do dramatycznego
zawężenia pragnień a także do różnych form uzależnień.

1.2. Naiwna wizja spontaniczności

Drugim - obok selekcjonowania faktów
psychicznych - przejawem niebezpiecznej wychowawczo ideologizacji psychologii
humanistycznej jest naiwne rozumienie spontaniczności. Humaniści zakładają, że
rozwój człowieka jest procesem całkowicie spontanicznym i że spontaniczność
jest jednym z najważniejszych kryteriów zdrowia psychicznego. Tego typu
twierdzenie wynika z podstawowego dla humanistów założenia, że ludzka natura jest
wewnętrznie dobra i zupełnie bezkonfliktowa a ewentualne trudności i zaburzenia
w rozwoju danego wychowanka mogą mieć jedynie zewnętrzne przyczyny. W tej
perspektywie spontaniczność staje się podstawowym kryterium rozwoju człowieka a
każda forma zachowań spontanicznych uważana jest za coś z definicji
pozytywnego.

W konsekwencji pierwszym wymaganiem,
kierowanym pod adresem wychowawców, jest respektowanie spontaniczności
wychowanka we wszystkich jego sposobach myślenia, przeżywania i zachowania.
Tymczasem elementarne doświadczenie pedagogiczne dowodzi, że pewne formy
spontaniczności - zwłaszcza w wieku rozwojowym - są groźne dla danego
wychowanka oraz dla jego otoczenia. Wychowanek, który czyniłby wyłącznie to, na
co ma spontanicznie ochotę, jadłby chyba głównie słodycze i godzinami oglądałby
telewizję. A w obliczu napięć czy trudności psychicznych najbardziej
spontanicznym zachowaniem byłoby sięganie po substancje uzależniające albo
agresywne atakowanie innych osób.

Tymczasem spontaniczność jest punktem dojścia
a nie punktem wyjścia w rozwoju człowieka. Im bardziej dojrzały i uformowany
jest dany wychowanek, tym bardziej spontanicznie przyjdzie mu czynić to, co
trudne lecz wartościowe a nie to, co łatwiejsze lecz groźne dla niego czy dla
innych osób. Tam natomiast, gdzie brak jest pogłębionej formacji i dojrzałości,
tam spontaniczność oznacza zwykle czynienie tego, co szkodzi a nie tego, co
rozwija. Rozwój człowieka nie opiera się na spontaniczności lecz na więziach
miłości, na odkrywaniu obiektywnej prawdy o sensie ludzkiego życia, na
budowaniu dojrzałej hierarchii wartości, na pogłębionej wrażliwości moralnej,
na wewnętrznej dyscyplinie i wysiłku, na stawianiu sobie wymagań i na wierności
podjętym postanowieniom. Dopiero wtedy dojrzałe postępowanie stanie się w coraz
większym stopniu postawą spontaniczną. Humaniści zapominają o zasadniczej
różnicy, jaka istnieje między spontanicznością dziecka, narkomana, przestępcy,
człowieka zaburzonego psychicznie i człowieka dojrzałego.

Spontaniczność nie jest więc wartością
samą w sobie. Nie jest wartością bezwzględną. U osób dorosłych spontaniczność
staje się wartością jedynie na tyle, na ile jest połączona z dojrzałością i
odpowiedzialnością danego człowieka. Natomiast u dzieci i młodzieży
spontaniczność staje się wartościowa o tyle, o ile jest wyrazem poczucia
bezpieczeństwa i znajomości zasad słusznego postępowania. Najbardziej
spontaniczne w tym znaczeniu jest to dziecko, które bawi się i pracuje w
obecności dojrzale kochających go rodziców. Poprzez rozsądny system zasad
wychowawczych tacy rodzice stwarzają dziecku warunki do czynienia w sposób
spontaniczny tego, co służy jego rozwojowi. Psycholodzy humaniści wzywają
wszystkich do naśladowania dzieci, dziecięcej spontaniczności, wolności i
otwartości. Zapominają oni jednak, że dzieci są takie właśnie jedynie wtedy,
gdy mają obok siebie mamę i tatę, gdy czują się kochane, gdy żyją w strukturze
czytelnych więzi, autorytetów i reguł. Natomiast dzieci pozbawione tego
wszystkiego popadają w apatię, lęk lub agresywność. Ich spontaniczność jest
wtedy równie zaburzona jak ich osobowość oraz ich więzi międzyludzkie.

Nie jest zatem prawdą ani to, że rozwój
człowieka następuje w sposób spontaniczny, ani to, że spontaniczność jest
wartością najwyższą, która nie podlega żadnym kryteriom oceny. Niektórzy ludzie
potrafią bardzo spontanicznie np. kłamać, ale trudno to uznać za sprawdzian
zdrowia psychicznego. Warto pamiętać, że dla psychologów humanistów
spontaniczność oznacza ostatecznie kierowanie się logiką ciała i emocji. Moralność,
religia, prawo, zasady społeczne czy normy obyczajowe ograniczają tak rozumianą
spontaniczność a przez to uznawane są za szkodliwe. Dla humanistów ideałem
staje się spontaniczność, która jest typowa dla małego dziecka. Sądzą oni, że
przeciwieństwem spontaniczności jest sztuczność lub nieszczerość. Tymczasem
sztuczność i nieszczerość jest przejawem słabości, kłamstwa lub cynizmu a nie
braku spontaniczności. Natomiast przeciwieństwem spontaniczności jest
nieśmiałość i sztywność zachowania. Jednak spontaniczne kierowanie się jedynie
cielesnością czy emocjonalnością jest jeszcze groźniejszą wychowawczo sytuacją
niż sztywność zachowania lub nieśmiałość danego wychowanka.

1.3. Relatywizacja prawdy i
moralności

Kolejnym przejawem ideologizacji
psychologii humanistycznej jest relatywizacja prawdy i zasad moralnych.
Humaniści twierdzą, że każdy człowiek powinien w sposób samodzielny i
spontaniczny ustanawiać zasady własnego postępowania. Tego typu twierdzenie
jest sprzeczne z oczywistym faktem, że tylko niektóre sposoby postępowania
prowadzą do satysfakcji, spokoju sumienia, pozytywnych więzi z samym sobą, z
drugim człowiekiem i z Bogiem. Pozostałe sposoby postępowania prowadzą do
poczucia winy, do uzależnień, do zerwania więzi, do wewnętrznych konfliktów, do
przestępczości, do zaburzeń psychicznych, stanów samobójczych.

Człowiek może manipulować własnym
myśleniem, a przez to może negować nawet najbardziej oczywiste prawdy moralne.
Nie może jednak zmienić własnej natury. Z tego właśnie powodu nie może
ustanawiać dla siebie odrębnych, subiektywnych zasad postępowania, jeśli chce
respektować samego siebie, jeśli pragnie się rozwinąć i być szczęśliwym.
Relatywizm prawdy i moralności, głoszony przez psychologów i pedagogów
humanistów, prowadzi do bolesnych konsekwencji wychowawczych. Sprzyja bowiem
naturalnym w wieku rozwojowym dążeniom do szukania łatwego szczęścia oraz do
oszukiwania samego siebie. Człowiek dojrzały zdaje sobie sprawę, że nie jest
bezstronnym obserwatorem własnej sytuacji życiowej i że nie może być ostatecznym
sędzią we własnej sprawie. Rozumie, że gdy kieruje się jedynie subiektywnymi
przekonaniami i sposobami myślenia, wtedy ryzykuje, że będzie wprowadzał samego
siebie w świat miłych lecz szkodliwych iluzji zamiast szukać obiektywnej prawdy
o sobie i stawiać sobie wymagania, które są konieczne, aby żyć w prawdzie i
miłości. Dzieciom i młodzieży jest znacznie trudniej o uświadomienie sobie tego
zagrożenia, dlatego też potrzebują odpowiedzialnej pomocy wychowawczej ze
strony dorosłych.

Niestety psycholodzy i pedagodzy
humaniści - nie bacząc na coraz bardziej dokuczliwe i oczywiste szkody
wychowawcze - nadal promują relatywizm prawdy i subiektywizm moralny. Przyjęcie
tego typu zasad w pedagogice utrudnia wychowankom szukanie obiektywnej prawdy o
własnym postępowaniu, budowanie dojrzałej hierarchii wartości, rozwijanie
wrażliwości moralnej, odpowiedzialne postępowanie. Ilustracją takiego
zagrożenia może być wypowiedź osiemnastoletniej dziewczyny, która - w czasie
mojego spotkania w Bełchatowie z przedstawicielami Młodzieżowej Akademii
Umiejętności - powiedziała: "spotkałam ostatnio chłopca, który przez parę
tygodni przebywa w moim mieście. W przyszłości nie mam zamiaru utrzymywać z nim
kontaktu. Myślę jednak o współżyciu z nim, gdyż mi się spodobał. Jeśli obie
strony zgadzają się na współżycie, to takie zachowanie jest dobre nawet wtedy,
gdy się wcale nie znamy."

Tego typu rozumowanie jest bardzo
charakterystyczne dla psychologii humanistycznej, na której opierają się
oddziaływania wychowawcze w wielu placówkach naszego kraju. W odpowiedzi
uświadomiłem owej dziewczynie, że zgoda obu stron nie oznacza, iż dane
zachowania są słuszne. Dla przykładu przestępczość zorganizowana, prostytucja
czy wspólne sięganie po środki uzależniające wiąże się zwykle ze zgodą uczestników
na tego typu zachowania. Zgoda danych ludzi na wspólne działanie nie zwalnia
nas jednak z obowiązku obiektywnej oceny ich zachowań. Człowiek potrafi
krzywdzić siebie i innych także poprzez te zachowania, na które sam się zgadza.
Co więcej, im chętniej się zgadza na określone działanie, tym może być ono
groźniejsze. Niewielu przecież ludziom łatwo i spontanicznie przychodzi godzić
się na bezinteresowną miłość, pracowitość, wierność, cierpliwość, uczciwość, na
stawianie sobie słusznych wymagań. Natomiast na lenistwo, egoizm, na kierowanie
się popędami czy emocjami łatwo jest się zgodzić, zwłaszcza w wieku rozwojowym,
gdy brak jest jeszcze dojrzałej osobowości oraz jasnej świadomości bolesnych
konsekwencji błędnych zachowań.

Dziewczynie z Bełchatowa zadałem
następujące pytanie: czy przytuliłabyś się do nieznajomego mężczyzny na
przystanku autobusowym tylko dlatego, że odczułabyś w tym momencie taką
potrzebę i że on wyraziłby zgodę na przytulenie? Dziewczyna odpowiedziała
stanowczo, że nie, gdyż według niej byłoby to jakieś zaburzone zachowanie,
przypominające chorobę sierocą. Zdrowy psychicznie człowiek nie przytula się
przecież do osób, z którymi nie ma bliższej więzi. W tym więc aspekcie owa
nastolatka rozumowała w poprawny sposób. Tam natomiast, gdzie w grę wchodziło
coś znacznie bardziej intymnego i bogatego w konsekwencje niż przytulenie się,
tam traciła zdrowy rozsądek i zdolność krytycznego myślenia.

Dojrzały wychowawca zdaje sobie sprawę,
że subiektywne przekonania wychowanka w dużym stopniu zależą od jego chwilowych
potrzeb, emocji, przeżyć, pragnień czy lęków i że przekonania te mogą być nie
tylko błędne ale także niebezpieczne dla samego wychowanka oraz dla jego
otoczenia. Odpowiedzialny wychowawca nigdy nie będzie więc łudził wychowanka, że
może on kierować się swoimi subiektywnymi przekonaniami czy zasadami
postępowania albo, że to, na co się ktoś chętnie decyduje, jest zawsze dobre.
Odpowiedzialny wychowawca wyjaśnia dzieciom i młodzieży, że ich subiektywne
sposoby myślenia, przekonania i oceny nie mogą być czynnikiem decydującym, gdy
chodzi o określenie zasad moralnych czy hierarchii wartości, gdyż mamy tu do
czynienia z obiektywnymi faktami, które należy odkryć i respektować.
Subiektywne przekonania mogą być uzasadnionym kryterium decydowania i działania
jedynie w kwestii gustów czy smaków, w dziedzinie estetyki, sztuki, muzyki. Tam
natomiast, gdzie w grę wchodzi tajemnica człowieka, sens jego życia, podstawowe
wartości i więzi, tam zdrowy psychicznie człowiek wyciąga wnioski z obserwacji
siebie i świata oraz szuka obiektywnej prawdy. Prawda bowiem wyzwala nie tylko
z grzechu czy iluzji lecz także z niedojrzałej subiektywności.

Dojrzały wychowawca wyjaśnia więc
wychowankom, że tam, gdzie w grę wchodzą wartości, zasady moralne czy więzi
międzyludzkie, tam nie wolno używać argumentu typu: "a ja uważam,
że...". Odpowiedzialność oznacza sytuację, w której wychowanek rozumuje w
następujący sposób: obserwuję życie moje i innych ludzi, patrzę jakie
konsekwencje przynosi określony sposób postępowania i na tej podstawie decyduję
się na zachowania, które prowadzą do życia i szczęścia a wystrzegam się
zachowań, które prowadzą do śmierci lub nieszczęścia. Gdy zaś mimo obserwacji
życia, mam jakieś wątpliwości, wtedy odwołuję się do tych, którym mogę najbardziej
ufać: do Boga, rodziców, do odpowiedzialnych wychowawców oraz do sprawdzonych
przyjaciół.

1.4. Kult samego siebie

Kolejnym przejawem szkodliwej
wychowawczo ideologizacji psychologii humanistycznej jest promowanie błędnej
postawy wobec samego siebie. Psychologia humanistyczna ukazuje człowieka niemal
jako Boga, który sam decyduje o własnym losie, który własną mocą ustala to, co
jest dla niego dobre, który rozwija się spontanicznie, bez wysiłku, bez
potrzeby czujności i dyscypliny, bez szukania obiektywnych zasad moralnych i
sensu życia. Mamy tu zatem do czynienia z promowaniem kultu samego siebie.
Wychowanek, który kieruje się postulatami psychologii humanistycznej, będzie
coraz bardziej skoncentrowany na samym sobie. W konsekwencji będzie on coraz mniej
zdolnym do budowania odpowiedzialnych więzi z innymi ludźmi, do respektowania
obiektywnych wartości i zasad moralnych oraz do wierności wobec podjętych
zobowiązań.

Psychologia humanistyczna promuje nową
wersję nadczłowieka, który jest samowystarczalny i samorealizujący się, który
izoluje się od innych, gdyż do pełnego rozwoju nie potrzebuje ani Boga ani
ludzi. Kierunek ten nawiązuje zatem do pokusy, której ulegli pierwsi ludzie:
będziecie jak bogowie. Konsekwencją ulegania takiej pokusie jest wychowanie
pokolenia egoistów, ludzi coraz bardziej pustych wewnętrznie, sfrustrowanych i
rozgoryczonych. Psychologia humanistyczna jest sprzeczna z chrześcijaństwem,
które głosi, że droga do pełni życia prowadzi poprzez zapomnienie o samym sobie
i poprzez uczenie się miłości a nie poprzez skoncentrowanie się na samym sobie.
Bardzo trafnie ujmuje tę prawdę ks. J. Twardowski w jednym ze swoich wierszy:
"Zapomnij, że jesteś, gdy mówisz, że kochasz".

Dla chrześcijanina własne "ja"
jest raczej problemem i zadaniem wychowawczym niż potencjalnym rajem. Każdy
człowiek jest bowiem grzesznikiem, który potrzebuje uznania własnej słabości,
ograniczoności, zależności od Boga. Każdy człowiek potrzebuje Zbawiciela,
potrzebuje osobistego nawrócenia, pokuty, pokory i zaufania do Boga. Każdy
człowiek ma potrzebę wychowania samego siebie. Tymczasem według humanistów
człowiek rodzi się aż tak wewnętrznie dobry i harmonijny, że nie potrzebuje ani
samowychowania ani nawrócenia. Zło i zagrożenia przychodzą wyłącznie ze
"złego" społeczeństwa, ze złych struktur czy ustrojów społecznych.
Humaniści - podobnie jak marksiści - wierzą, że wystarczy zmienić struktury
społeczne, aby znikło zło i aby człowiek rozwijał się spontanicznie. Tymczasem
granica między dobrem a złem nie przebiega między poszczególnymi klasami
społecznymi, partiami politycznymi czy ustrojami państwowymi lecz znajduje się
ona w sercu poszczególnych ludzi. Negując tę oczywistą prawdę, humanizm
pozbawia człowieka osobistej odpowiedzialności moralnej a pojęcie
"grzesznik" próbuje zastąpić pojęciem "chory" czy
"zaburzony psychicznie".

W. Kilpatrick w sposób bardzo czytelny
ukazuje konsekwencje kultu samego siebie i postawienia człowieka w miejsce
Boga. Słusznie stwierdza on, że "brzemię, jakim jest bycie Bogiem, to
brzemię, któremu po prostu nie jesteśmy w stanie sprostać. Wyobraźmy sobie, że
Amerykańskie Towarzystwo Medyczne, powołując się na wyniki badań, wydaje
oświadczenie w sprawie przeziębień, by udowodnić, że przeziębienie spowodowane
jest złym wyobrażeniem o sobie, brakiem silnej woli oraz wadami naszego
charakteru. Dokument ten próbuje nam udowodnić, że osoby pogodne, wielkoduszne
i troskliwe znacznie rzadziej się przeziębiają niż osoby tych przymiotów
pozbawione. Po czym czytamy, że przeziębienie można leczyć lub mu zapobiegać
przy pomocy odpowiedniej dawki poczucia własnej wartości. Przeziębienie staje
się wówczas znacznie poważniejszym problemem niż kiedyś. Nie możemy twierdzić,
że jego przyczyną jest zła pogoda lub unoszące się w powietrzu zarazki.
Będziemy musieli wziąć na siebie pełną odpowiedzialność za swe przeziębienia.
Wkrótce utworzona zostanie organizacja Anonimowych Zakatarzonych, a
przeziębione dzieci będzie się posyłać do psychiatry" (W. Kilpatrick,
Psychologiczne uwiedzenie, Poznań 1997, s. 68-9). Świat, w którym wszystko
zależy wyłącznie od nas oraz od naszej osobistej doskonałości, staje się zatem
światem, który nas przygniata nieludzkim wręcz poczuciem odpowiedzialności.

1.5. Kult subiektywnego myślenia

Psychologia humanistyczna promuje nie
tylko kult samego siebie. Promuje także kult ludzkiego umysłu, a dokładniej
mówiąc - kult subiektywnego myślenia, kult logiki prywatnej. Humaniści
sugerują, że to nie określone zachowania czy więzi międzyludzkie decydują o
naszym losie lecz wyłącznie nasze sposoby myślenia. Ludzkiemu umysłowi
przypisywana jest moc stwarzania rzeczywistości. Jako zaburzenie traktuje się
wszelkie przejawy "negatywnego myślenia", gdyż wtedy nasz umysł
stwarza bolesną rzeczywistość, która powoduje cierpienie i niepokoje. Dla
humanistów kryterium dojrzałości psychicznej jest "pozytywne
myślenie", bo ono wprowadza nas w świat miłego nastroju i buduje pozytywną
przyszłość. Innymi słowy ludzkie życie dokonuje się głównie w sferze myślenia.
W ten sposób psychologia humanistyczna odrywa myślenie od całościowej sytuacji
człowieka a także od obiektywnej rzeczywistości, którą człowiek powinien
analizować za pomocą zdolności myślenia. To właśnie dzięki takiej podwójnej
separacji umysłu, zarówno od człowieka jak i od świata zewnętrznego, staje się
możliwe przypisywanie ludzkiemu umysłowi nieograniczonych możliwości, których
on nie posiada.

Naiwne interpretowanie roli ludzkiego
umysłu, typowe dla współczesnych psychologów humanistów, trafnie opisuje jeden
z amerykańskich autorów. Zauważa on, że "literatura z zakresu psychologii
popularnej to prawie wyłącznie literatura dotycząca pozytywnego myślenia,
posuniętego do skrajności. Przeczytajcie kilka tytułów z dziedziny psychologii
popularnej, a przekonacie się, jakie cuda są możliwe. Czy chciałbyś się wyleczyć
z raka? Zapobiegać katastrofom lotniczym? Żyć wiecznie? Wszystko to, jak się
dowiecie, można osiągnąć siłą umysłu" (W. Kilpatrick, Psychologiczne
uwiedzenie, Poznań 1997, s. 51).

Typową ilustracją tego typu naiwnego
spojrzenia na ludzki umysł jest książka G. Jampolskiego i D. Cirincione pt.
Miłość (Warszawa 1994). Autorzy twierdzą, że "niesympatyczny sąsiad,
nieuprzejmy sprzedawca, kierowca autobusu, który nie chciał poczekać, ukochana
osoba, która nas odrzuciła - wszyscy ci ludzie mogą wydawać się źródłem naszej
ogromnej złości czy bólu. A jednak żaden z nich nie jest prawdziwą przyczyną
tego, że czujemy się zranieni. To nie ludzie czy sytuacje, w jakich się
znaleźliśmy, wywołują frustrację, lęk, rozczarowanie czy irytację. To nasze
myśli i postawy, związane z tymi osobami czy sytuacjami, stanowią przyczynę.
(...) Jeszcze raz przypominamy, że to nie ludzie czy zdarzenia są powodem
twojego zdenerwowania i oburzenia - ranią cię jedynie własne myśli i
postawy" (s. 147-8). Czasami spotykamy w tym kontekście stwierdzenia,
które są wręcz absurdalne. Przykładem może tu być następująca zasada lansowana
przez psychologów humanistów: "Nic poza moimi myślami nie może mnie
skrzywdzić" (G. Jampolski, Leczenie uzależnionego umysłu, Warszawa 1992,
s. 192).

Tego typu wypowiedzi odrywają człowieka
od kontaktu z rzeczywistością i wprowadzają go w iluzoryczny świat absolutnej
niezależności od spotykanych osób, sytuacji i wydarzeń. Tymczasem to, co dzieje
się wokół nas, zwłaszcza w kontaktach z innymi ludźmi, naprawdę na nas oddziałuje:
pozytywnie lub negatywnie. Jeśli, na przykład, odrzuci nas ważna dla nas osoba,
to takie doświadczenie ma faktyczny wpływ na człowieka. Realności tego wpływu
nie zmniejsza fakt, że każdy z nas nieco inaczej będzie interpretował i
przeżywał bycie odrzuconym. Zdarzają się oczywiście przypadki zaburzeń
psychicznych, w których dany człowiek rani się wyłącznie własnymi myślami,
podejrzeniami czy fantazjami, nie mającymi związku z rzeczywistością, np.
przeżywając różnego rodzaju manie prześladowcze. Ale jest absurdem twierdzenie,
że są to jedyne i wyłączne przyczyny ludzkiego cierpienia. Wiele osób, wydarzeń
i sytuacji może mnie skrzywdzić, niezależnie od moich sposobów myślenia i od
moich stanów świadomości. Napady, okrucieństwa fizyczne i psychiczne, cynizm i
egoizm, wypadki samochodowe, zdrady i oszustwa, kłamstwa i przewrotność - to
przykłady postaw, które naprawdę wyrządzają krzywdę i to zupełnie niezależnie
od myśli, które nam wtedy towarzyszą.

Najbardziej charakterystycznym i
niebezpiecznym wychowawczo przykładem odrywania ludzkiego myślenia od
obiektywnej rzeczywistości, jest nawoływanie ze strony psychologów humanistów
do wyrobienia sobie "pozytywnego" obrazu samego siebie. Posiadanie
pozytywnych przekonań na temat samego siebie jest tu uznawane za najważniejszy
sprawdzian zdrowia psychicznego oraz kryterium właściwej postawy wobec siebie.
Wiele książek z zakresu psychologii humanistycznej to zbiory lekcji i ćwiczeń,
które mają umożliwić czytelnikowi wyrobienie pozytywnego obrazu samego siebie.
Tymczasem jest rzeczą oczywistą, że obraz samego siebie nie powinien być ani
pozytywny ani negatywny, lecz po prostu prawdziwy. Pozytywna powinna być
natomiast postawa wobec samego siebie. I to także wtedy, gdy jakieś aspekty
mnie samego i mojego życia okazują się nadal lub znowu negatywne. Pozytywny
obraz samego siebie jako podstawa miłości wobec siebie, to nie tylko ucieczka
od rzeczywistości. To także budowanie domu na piasku, bez solidnego fundamentu.
Chrześcijaństwo ukazuje zupełnie inny fundament pozytywnej postawy danego
człowieka wobec samego siebie. Fundamentem tym nie są jego przekonania na temat
własnej rzeczywistości lecz odkrycie, że jest on kochany przez Boga w sposób
bezwarunkowy i nieodwołalny.

Człowiek dojrzały psychicznie to nie
ten, który widzi siebie w sposób pozytywny lecz ten, który patrzy na siebie w
sposób prawdziwy, czyli realistyczny, zróżnicowany. Taki człowiek wymaga od
siebie znacznie więcej niż tylko "pozytywnego" myślenia. Wymaga od
siebie pozytywnego postępowania. Wtedy także obiektywna prawda o nim będzie
radosna. Człowiek, który wkłada szczery wysiłek w budowanie pozytywnego życia i
postępowania, nie ma w ogóle potrzeby, by uczyć się budowania pozytywnego
obrazu samego siebie. Natomiast troska o pozytywne myślenie na temat samego
siebie, oderwana od troski o szlachetne postępowanie, jest ucieczką od
rzeczywistości w świat miłych iluzji.

1.6. Ucieczka od rzeczywistości

Jest oczywistym faktem, że pozytywne
sposoby myślenia, połączone z mobilizacją i cierpliwym wysiłkiem, są cenne i
pomocne w życiu człowieka. Jednak same w sobie nie mają mocy cudotwórczej.
Tymczasem humaniści uczynili z "pozytywnego myślenia" rodzaj
magicznego panaceum na wszelkie trudności człowieka i przypisali mu cudotwórczą
wręcz moc. Humanistyczna recepta na szczęście jest więc wyjątkowo prosta:
człowiek powinien myśleć pozytywnie o samym sobie, o innych ludziach, o
świecie, o poszczególnych wydarzeniach i sytuacjach, a wtedy będzie szczęśliwy
i poradzi sobie z każdą trudnością. Gdyby tak łatwo można było osiągnąć
szczęście, to wszyscy ludzie byliby szczęśliwi. Mamy tutaj do czynienia z
ucieczką od obiektywnych uwarunkowań, wymagań i trudności, którym podlega
człowiek na tej ziemi. Postulat "pozytywnego myślenia" oznacza
ostatecznie rezygnację z myślenia realistycznego oraz regres do typowego w
okresie dzieciństwa myślenia życzeniowego i magicznego.

Humanistyczna recepta na osiągnięcie
szczęścia bywa jednak bezkrytycznie akceptowana przez wielu psychologów i
pedagogów z tego względu, że nie stawia ona poważnych wymagań. Jest przecież
znacznie łatwiej "pozytywnie" myśleć niż pozytywnie postępować.
Tymczasem ucieczka od rzeczywistości w "pozytywne" myślenie jest nie
tylko uleganiem łatwej iluzji. Jest też osłabianiem ludzkiej zdolności do przemiany
siebie i świata oraz uczeniem się filozofii życia analogicznej do filozofii
narkomana czy alkoholika. Ludzie uzależnieni właśnie po to sięgają po
substancje psychotropowe, aby wprowadzić samych siebie w świat
"pozytywnych" myśli i przeżyć, bez podejmowania wysiłku przemiany ich
bolesnej sytuacji życiowej. Tymczasem prawdziwe i trwałe szczęście może
przynieść człowiekowi jedynie świat pozytywnych działań oraz dojrzałych więzi.
Także wtedy, gdy podejmowanie pozytywnych działań i budowanie dojrzałych więzi
jest połączone z wysiłkiem, niepokojem, z trudem zmagania się z przeszkodami
wewnętrznymi i zewnętrznymi. Humaniści zapominają, że ziemia jest nam potrzebna
właśnie dlatego, że stawia nam opór.

Psychologia humanistyczna w swym
dominującym obecnie nurcie czyni nas więźniami naszego umysłu. Zamienia tylko
rodzaj celi, w której możemy zostać uwięzieni. Obiecując wyzwolenie z więzienia
niepotrzebnych i nierzeczywistych lęków, czyni nas więźniami nierzeczywistego
szczęścia. Tymczasem szczęście lub nieszczęście rozgrywa się w świecie
obiektywnych działań, więzi i decyzji a nie w świecie subiektywnego myślenia.
Dojrzałość myślenia nie polega na przejściu z myślenia negatywnego do myślenia
"pozytywnego" lecz na uczeniu się obiektywnego analizowania
rzeczywistości, czyli na szukaniu prawdy o samym sobie oraz o świecie
zewnętrznym. Dojrzały umysł nie tworzy ani negatywnych ani pozytywnych wizji
świata, nie wymyśla rzeczywistości lecz odczytuje ją w sposób wierny,
precyzyjny, logiczny, uczciwy i odważny.

Jeśli ktoś z czytelników sądzi, że
wystarczy wykazać, iż psychologia humanistyczna jest sprzeczna z elementarnymi
faktami, aby skłonić jej przedstawicieli do rewizji poglądów, to myli się, gdyż
według współczesnych humanistów obiektywna rzeczywistość w ogóle nie istnieje.
Psychologia humanistyczna przyjmuje z całą powagą to, co Woody Allen powiedział
żartobliwie, grając w jednym z filmów rolę znerwicowanego człowieka, że
mianowicie w świecie ludzi tylko subiektywność jest obiektywna. Przyjęcie tego
typu założenia prowadzi jednak do absurdu. Jeśli bowiem w świecie ludzi
wszystko jest jedynie subiektywne, to wtedy nie ma sensu także sama psychologia
i jej teorie! Nie ma wtedy sensu rozróżnianie zdrowia psychicznego od zaburzeń
i patologii. Nie ma też sensu udzielanie komukolwiek jakiejkolwiek pomocy
psychologicznej. To wszystko zakłada bowiem istnienie obiektywnej
rzeczywistości, która jest niezależna także od psychologów i którą oni muszą
respektować.

Promowanie ucieczki od rzeczywistości
oraz przypisywanie ludzkiemu umysłowi nieograniczonych możliwości, typowe dla
humanistów, sprawia, że odwołują się oni chętnie do filozofii i systemów
religijnych Dalekiego Wschodu. Buddyzm oraz podobne jemu systemy odznaczają się
bowiem lekceważeniem obiektywnej rzeczywistości i przypisują ludzkiemu umysłowi
moc zbawiania człowieka oraz moc uwalniania go z ograniczeń tego świata.
Buddyzm nie tyle uczy, jak żyć lecz raczej jak uciec od życia w świat myślenia,
w świat medytacji, yogi, koncentracji, w świat intelektualnej obojętności.
Według mentalności Dalekiego Wschodu celem rozwijania potencjału umysłowego nie
jest zdolność do coraz bardziej obiektywnego rozumienia siebie i świata lecz
zdolność odrywania się od siebie i świata a także zdolność do tworzenia za
pomocą umysłu własnej rzeczywistości.

W jednym z polskich tygodników z
rozbawieniem a jednocześnie z niepokojem przeczytałem artykuł pewnego
psychologa, który nie ukrywał swojej fascynacji buddyzmem. We wspomnianym
artykule autor pisał o potrzebie i potędze codziennej medytacji. Na koniec
wyjaśnił na czym - jego zdaniem - powinna polegać prawdziwa medytacja: należy
odizolować się od środowiska, usiąść, skupić się i... nie myśleć o niczym. Tego
typu wypowiedź potwierdza fakt, że rzeczywiście wąska jest granica między
ubóstwieniem ludzkiego umysłu a bezmyślnością. Dlatego też pierwszym
sprawdzianem mądrości oraz dojrzałości człowieka w sferze intelektualnej, jest
uznanie granic własnego myślenia oraz krytyczny dystans wobec własnych
przekonań.

Bezkrytyczne przyjęcie założeń
psychologii humanistycznej uniemożliwia zatem osiągnięcie dojrzałości w sferze
intelektualnej. Powoduje stopniową utratę kontaktu z całą rzeczywistością, a
zwłaszcza z własną sytuacją życiową danego człowieka, z prawdą o jego
postępowaniu oraz o jego więziach międzyosobowych. Człowiek, który uwierzy w
potęgę umysłu, w moc autosugestii oraz w siłę pozytywnego myślenia, będzie
coraz bardziej rezygnował z podejmowania życiowych trudów i wymagań. Jego życie
w coraz większym stopniu będzie rozgrywało się w sferze subiektywnych myśli i
przekonań kosztem zaangażowania się w faktyczny wysiłek dla dobra własnego i
innych ludzi.

Modni obecnie psycholodzy humaniści
negują niepokojące fakty, pomijają bolesne dane statystyczne i najbardziej
nawet oczywiste doświadczenie na temat słabości człowieka oraz nieuchronnych
trudności i wymagań, związanych z ludzkim życiem. Innymi słowy negują
rzeczywistość, w której żyjemy. "Dziwną cechą psychologa humanistycznego,
czymś, co musimy pojąć, zanim go zrozumiemy, jest to, że zarzut ten w ogóle mu
nie przeszkadza. Rzeczywistość ma on najczęściej w nosie. O wiele bardziej
interesują go WRAŻENIA. To, czy odpowiadają one rzeczywistości czy nie, nie
jest dla niego powodem do zmartwień. Dlatego właśnie psychologowie, zajmujący
się potencjałem twórczym człowieka, lubią mawiać: "Każdy tworzy swą własną
rzeczywistość". Musimy zrozumieć, że w wielu wypadkach traktują to całkiem
dosłownie, ponieważ dla większości z nich kończy się to przyjęciem jakiejś
religii lub filozofii Wschodu. To oczywiście oznacza przyjęcie stanowiska, że
materia jest iluzją. Kiedy już ulokują to w swoim umyśle - a umysł, zgodnie z
tym, co mówi myśl Wschodu, stanowi jedyną rzeczywistość - wolno im myśleć tak
pozytywnie, jak tylko im się podoba.

Ten, kto wychodzi od założenia, że
własne "ja" jest niejako swym własnym stwórcą, będzie przez jego
logikę dopóty odciągany od rzeczywistości, dopóki całkowicie nie zrezygnuje z
walki. Jest to droga, jaką przebyli czołowi przedstawiciele psychologii
humanistycznej: A. Maslow, G. Murphy. E. Fromm, C. Rogers oraz tacy
popularyzatorzy, jak W. Dyer, L. Buscaglia i W. Schutz. Każdy z nich w
mniejszym lub większym stopniu odbył swą podróż na Wschód. Najnowsza książka
Rogersa, zatytułowana "Sposób bycia", zawiera rozdział: "Czy
potrzebna nam jest rzeczywistość?" Jak można było się spodziewać,
odpowiedź brzmi "nie". Rogers twierdzi, że istnieje tyle
rzeczywistości, ilu jest ludzi i to, co jest dla mnie realne dzisiaj, nie
będzie realne jutro.

Niezależnie od tego, jak nierealistyczne
są te poglądy, mają one swe praktyczne następstwa. Nasze społeczeństwo jest
prawie przekonane o wyższości rzeczywistości subiektywnej nad obiektywną.
Zwróćmy uwagę na to nieustanne paplanie o dochodzeniu do swojej własnej prawdy
i nienarzucaniu innym swoich wartości, jak gdyby prawda i wartości były czysto
osobistymi wytworami, nie mającymi nic wspólnego z tym, co znajduje się poza
nami. Uważa się dziś, że prawda to coś, dzięki czemu czujemy się lepiej"
(W. Kilpatrick, Psychologiczne uwiedzenie, Poznań 1997, s. 53-4).

Rolą odpowiedzialnych wychowawców jest
ostrzeganie wychowanków przed tego typu modnymi tendencjami, by uciekać od
rzeczywistości oraz by przypisywać pozytywnemu myśleniu nieograniczone
możliwości. Trzeba przypominać młodemu pokoleniu, a nawet niektórym
wychowawcom, że istnieje coś więcej niż tylko nasz umysł. Trzeba pomagać
młodym, by dojrzale kontaktowali się z rzeczywistością, zamiast namawiać ich do
ucieczki w świat miłych iluzji i subiektywnych fantazji. Trzeba wyjaśniać
wychowankom, że subiektywność nie jest zaprzeczeniem obiektywności lecz jest
indywidualnym sposobem przeżywania obiektywnej rzeczywistości. Trzeba też
uświadamiać sobie i innym, że subiektywność każdego z nas wymaga procesu
wychowania, wymaga kontrolowania i przekształcania naszych subiektywnych
sposobów myślenia i przeżywania. Ale celem takiej pracy nad własną
subiektywnością nie jest zastępowanie ani negowanie obiektywności lecz coraz
dojrzalsze rozumienie i respektowanie obiektywnej rzeczywistości: konkretnych
osób, wartości, prawd i zasad moralnych. Tylko wtedy nasza subiektywność będzie
twórcza, nasze więzi międzyosobowe będą pozytywne a nasza radość będzie pełna.
I tylko wtedy nie będziemy mieli potrzeby, by manipulować myśleniem, by uciekać
od rzeczywistości i by wmawiać sobie, że jesteśmy silni i szczęśliwi.

1.7. Banalizacja miłości

Kolejnym zagrożeniem, jakie niesie
współczesna psychologia humanistyczna, jest banalizacja miłości wobec samego
siebie oraz miłości wobec innych ludzi. Przyjrzyjmy się najpierw temu
pierwszemu zagadnieniu. Humanistycznie rozumiana miłość wobec samego siebie
opiera się na kilku problematycznych założeniach, typowych dla tego kierunku.
Pierwszym założeniem jest przekonanie, że każdy człowiek rodzi się wewnętrznie
dobry i bezkonfliktowy. Przyjęcie takiego założenia prowadzi do wniosku, że
człowiek jest samowystarczalny, że rozwija się spontanicznie i że równie
spontanicznie, czyli bez wysiłku i bez potrzeby wewnętrznej dyscypliny, potrafi
siebie pokochać. Chyba, że ktoś z zewnątrz będzie mu w tym przeszkadzał. Drugim
założeniem jest twierdzenie, że miłość wobec samego siebie wymaga wyrobienia w
sobie pozytywnego obrazu samego siebie. Trzecią podstawą miłości jest według
humanistów bezwarunkowa akceptacja siebie.

W konfrontacji z doświadczeniem
pedagogicznym i badaniami empirycznymi wszystkie te założenia okazują się
naiwną utopią. Jest bowiem oczywistym faktem, że każdy człowiek przeżywa nie
tylko zewnętrzne lecz także wewnętrzne konflikty i że potrafi krzywdzić samego
siebie. Dojrzała miłość wobec samego siebie nie jest czymś łatwym ani
spontanicznym. W sposób łatwy i spontaniczny człowiek potrafi raczej krzywdzić
siebie niż odnosić się do siebie z odpowiedzialną miłością i troszczyć się o
swój rozwój. Łatwiejsze są raczej zaburzone postawy wobec samego siebie niż
dojrzała miłość. Łatwiej jest bowiem być dla siebie naiwnym kumplem (egoizm)
lub bezlitosnym sędzią (okrucieństwo) niż cierpliwym i rozważnym przyjacielem,
który nie tylko cieszy się sobą i ufa sobie, ale który jednocześnie stawia
sobie wymagania i który ma tyle rozsądku i siły woli, aby nie czynić niczego,
co przynosi szkodę lub krzywdę.

Człowiek, który dojrzale kocha samego
siebie, potrafi patrzeć na siebie w całej prawdzie. Potrafi zatem odkrywać
także bolesne aspekty własnej rzeczywistości, a mimo to nie wycofuje miłości
wobec samego siebie. Postawa miłości wobec samego siebie nie jest bowiem
samozapłatą za doskonałość, za "pozytywny" obraz samego siebie, lecz
jest konsekwencją odkrycia, że zostaliśmy bezinteresownie oraz bezwarunkowo
pokochani przez Boga, przez rodziców i przez innych jeszcze ludzi. To właśnie
doświadczenie, że jesteśmy kochani i cenni w oczach innych osób, daje nam siłę
i motywację, by przyjąć samego siebie z miłością, by dostrzec i respektować
naszą godność i wartość także wtedy, gdy niektóre nasze zachowania są
zaprzeczeniem miłości wobec nas samych.

Nie jest też zgodne z prawdą inne typowe
dla humanistów twierdzenie, że pokochać siebie to bezwarunkowo zaakceptować
samego siebie. Bezwarunkowo można jedynie szanować godność osoby ludzkiej. Nie
można natomiast ani warunkowo ani bezwarunkowo akceptować własnych błędnych
postaw i zachowań. Byłoby to bowiem zaprzeczeniem miłości. Oczywiście humaniści
twierdzą, że postulują jedynie bezwarunkową akceptację osoby a nie jej czynów.
Ale takie rozróżnienie okazuje się jedynie teoretyczne i mylące w procesie
wychowania. To właśnie konkretne zachowania określają przecież sposób bycia
człowiekiem. Nie jest możliwa sytuacja, w której dana osoba słusznie nie
akceptuje swoich błędnych zachowań a jednocześnie potrafi bezwarunkowo
akceptować samą siebie. Byłby to zresztą przejaw jakiegoś schizofrenicznego
rozszczepienia osobowości danego człowieka. Nie chodzi zatem o to, by człowiek
potrafił bezwarunkowo akceptować samego siebie, lecz by potrafił bezwarunkowo
kochać samego siebie. A także bezwarunkowo odróżniać dobro od zła w swoim życiu
i postępowaniu. Na cóż bowiem zda się człowiekowi bezwarunkowa akceptacja
siebie, jeśli oszukuje on samego siebie, jeśli nie wyciąga wniosków z
popełnionych błędowi i nadal wyrządza sobie krzywdę?

To miłość jest drogą do doskonałości i
akceptacji samego siebie a nie odwrotnie. Miłość oznacza bowiem decydowanie się
na takie zachowania, które prowadzą do rozwoju, do harmonijnych więzi z Bogiem,
z samym sobą i z drugim człowiekiem. Miłość uzdalnia nas do przebaczenia sobie
własnych błędów i do wyciągnięcia z nich wniosków na przyszłość. Dojrzale
kochać siebie to uznać własną grzeszność i wewnętrzne zranienie. To uznać
potrzebę Zbawiciela oraz potrzebę nieustannego nawracania się do dobra i
prawdy. W przeciwnym wypadku miłość będzie jedynie iluzją i ucieczką od
rzeczywistości. Będzie zaprzeczeniem tego podstawowego faktu, że ja - człowiek
"nie czynię dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę"
(Rz 7, 19).

Przyjęcie humanistycznej koncepcji
miłości wobec samego siebie prowadzi do naiwnego samousprawiedliwiania własnych
błędów w imię ochrony "pozytywnego" obrazu siebie oraz w imię
bezwarunkowej akceptacji samego siebie. Tego typu samousprawiedliwianie
prowadzi do osłabienia wrażliwości moralnej, powoduje rosnące konflikty z
własnym sumieniem oraz z innymi ludźmi, wprowadza w uzależnienia, zaburzenia
psychiczne, stany samobójcze czy zachowania przestępcze. Iluzoryczna miłość,
proponowana przez humanistów, kończy się zupełnie nie iluzorycznym dramatem i
cierpieniem.

Młodzi, którzy ulegają naiwnej wizji
miłości, opartej na bezwarunkowej akceptacji i na pozytywnym obrazie samego
siebie, stawiają wymagania jedynie innym ludziom. Nigdy sobie. Wierzą, że są
samowystarczalni i doskonali, że nie potrzebują autorytetów ani zasad
moralnych. Wierzą, że dla nich istnieje łatwe szczęście, że oni nie potrzebują
pracy nad sobą, rachunku sumienia ani nawrócenia. Wierzą, że wszystko, co
czynią, jest słuszne. Według nich w błędzie są natomiast ci rodzice i wychowawcy,
którzy stawiają im jakieś wymagania czy przypominają zasady moralne.
Wychowankowie, którzy uwierzyli w humanistyczną wersję miłości, mówią do swoich
rodziców, a nawet do samego Boga, słowa jakże odmienne od słów powracającego
syna: "ojcze, to ty zgrzeszyłeś przeciwko mnie. Ty zgrzeszyłeś przeciwko
mojej spontaniczności i mojemu samozadowoleniu. To ty popsułeś mi mój piękny
dotąd obraz samego siebie. To ty stawiałeś mi wymagania, zamiast na wszystko mi
pozwalać i wszystko tolerować. Już nie jesteś godzien, bym nazywał ciebie moim
ojcem". Tymczasem fakty są oczywiste: to raczej mądrze kochający rodzice
są szczęśliwi a nie te ich dzieci, które szukają łatwej miłości i łatwego
szczęścia.

Psychologia humanistyczna banalizuje nie
tylko miłość wobec samego siebie. Banalizuje także miłość bliźniego.
Banalizacja miłości wobec drugiego człowieka wynika z banalizacji wszelkich
więzi międzyludzkich. Skoro bowiem - według założeń humanistów - człowiek jest
wewnętrznie doskonały i samowystarczalny, to więzi z innymi ludźmi nie są dla
niego ani ważne ani konieczne. A więzi, w których trzeba by coś z siebie
ofiarować dla innych, są uważane za szkodliwe. Humanistyczna miłość wobec
innych to stosowanie zasady: żyj własną pełnią i pozwól innym żyć ich pełnią.
Wszystko w nich akceptuj i toleruj. Niczego nie wymagaj. Nie mów innym ludziom
o żadnych obiektywnych wartościach i prawdach. Nie ingeruj w ich życie. Nie
podejmuj się wobec nich żadnych zobowiązań, bo twoja wolność i indywidualność
jest ważniejsza niż miłość wobec drugiego człowieka. Nie decyduj się na żadne
zobowiązania czy trwałe więzi. I nie oczekuj tego od innych.

Bardzo czytelnym przykładem takiej
banalizacji miłości jest "Modlitwa" Fritza Perlsa, która stała się
klasycznym już wyznaniem wiary psychologów humanistów: "Ja robię swoje a
ty robisz swoje. Nie jestem na świecie po to, by spełniać twoje oczekiwania. A
ty nie jesteś na świecie po to, by spełniać moje. Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
I jeśli przypadkiem trafiamy na siebie, to wspaniale. Jeśli nie, to nic się nie
stanie."

Miłość według tej koncepcji to jedynie
przyjemne bycie razem. I tylko tak długo, jak długo obu stronom sprawia to
przyjemność i jak długo do niczego ich nie zobowiązuje. Naiwna wizja przyjemnej
i do niczego nie zobowiązującej miłości, typowa dla niektórych nastolatków oraz
dla niektórych filmów, książek czy czasopism młodzieżowych, została przez
humanistów podniesiona do rangi kryterium dojrzałości. Jednak taka miłość nie
dodaje siły, nie fascynuje, nie tworzy trwałych więzi. Taka miłość rozczarowuje
i pozostawia głęboką pustkę w człowieku. W tej sytuacji nie dziwi fakt, że im
więcej ludzi uwierzy w taką łatwą i wygodną miłość, tym więcej będzie osób
cierpiących i głodnych prawdziwej miłości.

2. Psychologia
humanistyczna: lekarstwo gorsze od choroby?

Banalizacja miłości demaskuje najpełniej
fałszywość założeń przyjętych w psychologii humanistycznej oraz niezdolność
tego kierunku do wychowania szlachetnych i szczęśliwych ludzi. W sposób bardzo
przekonujący pisze o tym brytyjski socjolog, S. Andreski. Zauważa on, że jeśli
jakaś profesja oparta jest na rzetelnej wiedzy, to istnieje pozytywny związek
pomiędzy ilością osób uprawiających ten zawód a osiągniętymi rezultatami.
"Zatem w kraju, posiadającym mnóstwo inżynierów telekomunikacji, dostępność
usług telefonicznych będzie zwykle większa niż w kraju, który posiada niewielką
liczbę tego typu specjalistów. W krajach o dużej liczbie lekarzy i pielęgniarek
śmiertelność będzie niższa niż tam, gdzie zawody te należą do rzadkości.
Powinno się więc okazać, że w krajach, regionach, instytucjach lub sektorach, w
których szeroko korzysta się z usług psychologów, rodziny są bardziej trwałe;
więzy pomiędzy małżonkami, rodzeństwem, rodzicami i dziećmi są silniejsze i
bardziej serdeczne, stosunki w pracy są bardziej harmonijne; wandali,
przestępców i narkomanów jest mniej niż w miejscach lub środowiskach, które nie
korzystają z umiejętności psychologów" (S. Andreski, Social sciences as
sorcery, Nowy York 1974, s. 25-6).

Tymczasem im bardziej popularna i na większą
skalę stosowana jest psychologia humanistyczna, tym gorsza staje się sytuacja
społeczna. "Ulice są niebezpieczne. Rodziny są w rozsypce. Młodzi ludzie
odbierają sobie życie. A gdy społeczeństwo psychologiczne usiłuje się z tymi
problemami uporać, często zdaje się je tylko pogłębiać. Na przykład, otwieraniu
w miastach ośrodków zapobiegania samobójstwom towarzyszy wzrost liczby
samobójstw. Poradnictwo małżeńskie nierzadko doprowadza do rozwodu. A
wprowadzenie na szeroką skalę publicznej edukacji seksualnej nie zdołało,
choćby w najmniejszym stopniu, powstrzymać wzrostu liczby przypadków
niechcianej ciąży, rozwiązłości i chorób wenerycznych. Trudno oprzeć się
twierdzeniu, że przypisane lekarstwo może być przyczyną choroby" (W.
Kilpatrick, Psychologiczne uwiedzenie, Poznań 1997, s. 32).

Banalizacja miłości jest widoczna także
w typowych dla humanistów sposobach udzielania pomocy psychologicznej. Terapia
jest tu bowiem z założenia skoncentrowana na kliencie. I tylko na nim. W czasie
terapii czy poradnictwa psycholog humanista przyznaje całą rację swojemu
klientowi. Nie wysłuchuje drugiej strony: współmałżonka, rodziców, rodzeństwo,
znajomych z pracy czy sąsiadów. Nawet nie pyta o ich istnienie. Humanistę
interesuje jedynie dany człowiek, odizolowany od Boga i ludzi, skoncentrowany
wyłącznie na samym sobie: na własnych odczuciach, przekonaniach i potrzebach.
Tego typu lekarstwo jest rzeczywiście gorsze od choroby, którą zamierza leczyć.
Prowadzi bowiem do formowania niezdolnych do miłości egoistów, którzy po terapii
są zwykle jeszcze bardziej cierpiący, zagubieni i zaburzeni niż przed nią.

3. Lekarstwem
jest miłość

Prawdziwym lekarstwem na ludzkie
problemy może być jedynie dojrzała miłość, która nie ma nic wspólnego z naiwnym
spojrzeniem na miłość, prezentowanym przez współczesnych psychologów
humanistów. Chrześcijaństwo ukazuje miłość, która jest bezinteresownym i
wiernym darem, która jest decyzją troski o dobro drugiego człowieka. Jest to
miłość wcielona w konkretne słowa i czyny. Jest to miłość, która kosztuje i
która stawia wymagania. I to najwyższe wymagania, gdyż wymaga od człowieka daru
z samego siebie: z własnego czasu, zdrowia, sił. Nieraz wymaga nawet daru z
własnego życia. Jest to miłość zakorzeniona w Bożej miłości. Miłość, która w
każdym człowieku dostrzega Chrystusa. Miłość, która nie kieruje się emocjami
lecz prawdą i odpowiedzialnością. Miłość, która potrafi kochać także tych
ludzi, którzy przeżywają kryzys i którzy nie potrafią dojrzale kochać ani
samych siebie ani innych.

Tylko taka miłość jest wierna,
cierpliwa, łagodna i wytrwała. Tylko taka miłość wszystko może i wszystko
zwycięża. Tylko taka miłość silniejsza jest niż grzech, słabość i śmierć. Tylko
taka miłość potrafi przemieniać ludzkie serca i przezwyciężać największe nawet
trudności. I tylko taka miłość przynosi pełną radość i samorealizację tym,
którzy kochają. Szczęśliwi są zatem ci wychowawcy, którzy kochają i uczą takiej
właśnie miłości. Szczęśliwi są także ich wychowankowie, gdyż znajdują się w
szkole bogatszego człowieczeństwa.

4. Wychowanie
"nowoczesne" czy odpowiedzialne?

Przyjrzeliśmy się podstawowym
zagrożeniom, jakie płyną z bezkrytycznego kierowania się w wychowaniu
wskazaniami psychologii humanistycznej. Niestety w opinii wielu pedagogów to
właśnie ten nurt w psychologii jest najbardziej "nowoczesny" i
umożliwia wychowanie "nowoczesnego" człowieka. Gdy słyszę słowo
"nowoczesny" w odniesieniu do człowieka i wychowania, to ogarnia mnie
niepokój. Wyrażenie "człowiek nowoczesny" znaczy bowiem w naszych
czasach zwykle tyle, co egoistyczny, naiwny, biedny duchowo, agresywny,
bezkrytyczny, niezdolny do miłości i wierności, bezradny wobec własnych popędów
i emocji, zaburzony psychicznie, uzależniony od alkoholu, narkotyków,
papierosów, od lenistwa i pieniędzy, od telewizji, lęku, wulgarności, od iluzji
o istnieniu łatwego szczęścia. Co zatem powinniśmy czynić, aby wyrażenie
"nowoczesny człowiek" oznaczało kogoś, kto umie kochać i pracować,
kto jest szlachetny, odpowiedzialny i szczęśliwy?

W tym celu trzeba demaskować systemy
wychowawcze oparte na miłych iluzjach i na szkodliwych ideologiach. Trzeba
także pokazywać bolesne konsekwencje życia w oparciu o tego typu iluzje czy
ideologie. Nie wystarczy jednak samo demaskowanie zagrożeń ani wskazywanie na
rosnącą falę cierpienia wśród młodych. Zło zwycięża się bowiem najskuteczniej
poprzez troskę o dobro. A największym dobrem dla człowieka jest Bóg, Jego
prawda i miłość. Najważniejszym zadaniem naprawdę nowoczesnego i
odpowiedzialnego wychowawcy jest zatem wprowadzanie wychowanka w świat prawdy i
miłości, czyli w świat prawdziwej miłości z Bogiem, z samym sobą i z drugim
człowiekiem.

W procesie wychowania trzeba ukazywać
wychowankom realistyczną i kompletną prawdę o człowieku: prawdę o jego
aspiracjach i ideałach, możliwościach i zdolnościach. Ale także prawdę o jego
wewnętrznym zranieniu, o potrzebie Zbawiciela, o konieczności nawrócenia i
czujności wobec zła. Jakże znamienny jest fakt, że chrześcijaństwo wyrusza od
takiego właśnie realistycznego i kompletnego spojrzenia na człowieka i przez to
właśnie prowadzi do pełni radości i życia. Natomiast współczesny humanizm
wyrusza od nierealnego optymizmu, od jednostronnego dostrzegania tylko tego, co
potencjalnie dobre w ludzkiej naturze, od obietnicy łatwego szczęścia, a
prowadzi do cierpienia i zagubienia się człowieka na skalę nieznaną w historii.

Odpowiedzialne wychowanie wymaga nie
tylko opierania się na realistycznej i kompletnej prawdzie o człowieku. Wymaga
także udzielania realistycznej i kompletnej pomocy wychowawczej i to zarówno w
przyjętych celach jak i w stosowanych metodach wychowania. Ostatecznym celem
wszelkiej pomocy wychowawczej powinno być wprowadzanie wychowanka w świat
obiektywnej prawdy o nim samym i o jego życiu a także w świat dojrzałej
miłości. Bo to właśnie życie w miłości jest podstawową prawdą o powołaniu
człowieka. Natomiast realistyczne i kompletne metody wychowawcze muszą
obejmować ukazywanie obiektywnych wartości i zasad moralnych, kształtowanie
postaw opartych na świadomości, wolności i dyscyplinie, muszą wiązać się ze
stawianiem jasnych wymagań, z ukazywaniem autorytetów, z formowaniem dojrzałych
więzi rodzinnych, religijnych i społecznych.

Tego typu realistycznej i kompletnej
pomocy wychowawczej mogą udzielać tylko ci wychowawcy, którzy sami żyją w
miłości i prawdzie oraz posiadają nie tylko przygotowanie pedagogiczne lecz
także pogłębione spojrzenie na człowieka w wymiarze filozoficznym,
teologicznym, antropologicznym, moralnym, psychologicznym, socjologicznym,
medycznym. Potrzebna jest nam obecnie w Polsce szczególna troska o wychowanie
tego typu wychowawców, którzy sami wybierają życie i szczęście a nie śmierć i
nieszczęście i którzy rozumieją całego wychowanka, a nie jedynie jego ciało,
emocje czy subiektywne przekonania i sposoby myślenia.

Kilkanaście lat temu oglądałem film pod
tytułem Krokodyl Dundee. Film ten opowiada o prostym człowieku z
australijskiego buszu, który zostaje zaproszony do Nowego Yorku. W czasie
jednego z przyjęć słyszy nieznane mu słowo "psycholog". Towarzyszący
mu znajomy wyjaśnia, że psycholog to ktoś taki, do kogo idziemy, gdy mamy
problemy. Wtedy Australijczyk odpowiada: my w buszu nie potrzebujemy
psychologów, bo gdy mamy problemy, to idziemy do przyjaciół. Z pogłębioną
psychologią i z odpowiedzialnymi psychologami mamy do czynienia wtedy, gdy ich
badania oraz ich służba prowadzi do tego, iż mamy coraz więcej przyjaciół i
potrzebujemy coraz mniej psychologów. Natomiast powierzchowna psychologia i
nieodpowiedzialni psycholodzy wystawiają nas na próbę, podobną do tej, której
ulegli Adam i Ewa. Pierwsi ludzie uwierzyli w łatwe szczęście oraz postawili
samych siebie w miejsce Boga. Uwierzyli, że potrafią własną mocą odróżnić dobro
od zła i uszczęśliwić samych siebie.

Antoine de Saint-Exupery w książce pod
tytułem "Ziemia, planeta ludzi" zapisał obserwację, którą warto
umieścić w każdym domu, w każdej klasie szkolnej, w każdej placówce
wychowawczej: "Jeśli w jakiejś glebie a nie w żadnej innej, pomarańcze
zapuszczają głębokie korzenie i wydają obfite owoce, to tamten teren jest
prawdziwy dla pomarańczy. Jeśli określona religia, kultura, hierarchia wartości
czy forma aktywności a nie coś innego sprawia, że w człowieku rodzi się coś
wielkiego, przekraczającego jego własne granice, to znaczy, że ta religia,
kultura, hierarchia wartości czy forma aktywności stanowi prawdę o
człowieku."

Mamy tu echo słów Chrystusa, które odnoszą się do
wszystkich wychowawców oraz do wszelkich systemów pedagogicznych: po ich
owocach poznacie ich. Od dwóch tysięcy lat wychowanie oparte na Ewangelii
przynosi owoce w postaci ludzi świętych i szlachetnych, którzy potrafią
pozytywnie przemieniać oblicze tej ziemi. Chrześcijańska pedagogika uformowała
najwspanialsze postaci XX-tego wieku: Jana Pawła II i Matkę Teresę. To nie
przypadek, że takich owoców nie przyniósł żaden inny system wychowania. Na
zakończenie powtórzmy raz jeszcze słowa A. de Saint-Exupery'ego: "Jeśli
określona religia, kultura, hierarchia wartości czy forma aktywności a nie coś
innego sprawia, że w człowieku rodzi się coś wielkiego, przekraczającego jego
własne granice, to znaczy, że ta religia, kultura, hierarchia wartości czy
forma aktywności stanowi prawdę o człowieku." A także prawdę o sposobach
odpowiedzialnego wychowywania człowieka.