• : Function ereg() is deprecated in /home/kamil3/domains/nauki-spoleczne.info/public_html/includes/file.inc on line 649.
  • : Function ereg() is deprecated in /home/kamil3/domains/nauki-spoleczne.info/public_html/includes/file.inc on line 649.
  • : Function ereg() is deprecated in /home/kamil3/domains/nauki-spoleczne.info/public_html/includes/file.inc on line 649.
  • : Function ereg() is deprecated in /home/kamil3/domains/nauki-spoleczne.info/public_html/includes/file.inc on line 649.
  • : Function ereg() is deprecated in /home/kamil3/domains/nauki-spoleczne.info/public_html/includes/file.inc on line 649.
  • : Function ereg() is deprecated in /home/kamil3/domains/nauki-spoleczne.info/public_html/includes/file.inc on line 649.

CZY MIEĆ WŁADZĘ?

Posted by nauka on sob., 02/02/2008 - 15:07

Widzę i uznaję, to co lepsze
postępuję jednak za gorszym.

Owidiusz

Te słowa wielkiego poety
starożytnego Rzymu, zaczerpnięte z jednego z jego poematów – „Przemian”, czynię
mottem mojego eseju, pomimo, iż nie nastrajają one zbytnio optymistycznie do
dalszych rozważań. Władzę rozumiemy często w aspekcie szerszym, jako część
składową organizacji państwa, jednak nie wolno nam zapominać, że to także
nieodzowny element stosunków międzyludzkich. Badacze jednak więcej miejsca
zdają się poświęcać władzy państwowej, czyli stosunku rządzących do zwykłych
obywateli, być może wierząc, że wciąż są w stanie wypracować system władzy
doskonałej. Tymczasem po latach doświadczeń z rozmaitymi ustrojami i
koncepcjami organizacji państwa, z których każdy po kolei okazywał się mniej
lub bardziej niesprawiedliwy i utopijny, ludzkość zdaje się być pozbawiona
złudzeń. Sądzę, że w każdym z nas tkwi odpowiedź na pytanie, jaka władza w
państwie być musi, ale często bywa tak, że nie potrafimy lub nie chcemy się z
tą prawdą pogodzić. Władza, podobnie jak cała polityka, to strefa gdzie wciąż
ma miejsce polaryzacja na rzeczywistość i wyobrażenia. Wiemy, jaka ta nasza
wyśniona „władza” powinna być – sprawiedliwa, uczciwa i zawsze wsłuchująca się
w głosy swoich obywateli, ale wciąż gorzko stwierdzamy, że nijak się to ma do
rzeczywistości. Czy tak już musi zostać? Zapewne wielu rządzących snuło
fantastyczne wizje sprawiedliwych rządów, jakie będą sprawowali po dojściu do
władzy. Odważę się stwierdzić, że ich także spotkało rozczarowanie. Być może,
iż część z nich do końca będzie wierzyć, że właśnie do takich rządów zmierzają.
Historia pokazała jednak, że właśnie tacy politycy są najgroźniejsi. Oni bowiem
zawsze znajdą usprawiedliwienie dla swoich uczynków, motywując to „wyższym celem”
i nie bacząc na ofiary, jakich będzie to wymagało.

Wybierając ten a nie inny temat, świadomy jestem sporej
konkurencji, wiem bowiem, jak lubianym tematem jest władza, szczególnie zaś
wśród studentów politologii. Sądzę, iż popularność tego kierunku jest w dużej
mierze spowodowana wyczerpaniem się dotychczasowych koncepcji władzy i
gwałtownym poszukiwaniem nowych. Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że
temat władzy przeżywa właśnie teraz swój rozkwit. O tym, że tak nie jest,
dowiadujemy się studiując dzieła literackie i inne pisma starożytnych, a także
twórców późniejszych epok. Komu z nas nie są znane dylematy Kreona I Antygony
ze sztuki Sofoklesa? „Antygona” to świetne studium konfliktu despoty z
jednostką, państwem, obyczajami, zaskakujące swą aktualnością do dzisiaj.
Prawdziwy kalejdoskop myślicieli, którzy sporo czasu poświęcili rozważaniom o
władzy, otwierają nazwiska takie jak Platon czy Arystoteles. Na pewno jednak
nie byli pierwszymi. Wielu bezimiennych lub mniej znanych filozofów szukało recepty
na władzę, która nie musiałaby stosować rozbudowanego aparatu przemocy do
realizowania własnych koncepcji. Jednak to dopiero Arystoteles stworzył całą
nową gałąź filozofii, tzw. filozofię praktyczną, która miała zajmować się tylko
i wyłącznie polityką i jej aspektami, takimi jak władza. Dla niego kryterium
organizacji władzy stanowi odpowiedź na pytanie, czy rządy sprawowane są w
interesie ogółu (te są dobre), czy tylko dla własnej korzyści rządzących (te są
złe)[1]. Trudno się
jednak doszukać jednoznacznej odpowiedzi na pytanie jak powinny wyglądać
stosunek rządzących do rządzonych. Należy się raczej domyślać, że Arystoteles,
zwolennik prawa natury, przyjmował posłuszeństwo tych drugich za rzecz
oczywistą, a więc czynił wszelki dialog z nimi zbytecznym. Człowiek bowiem jest
istotą społeczną, ale pełnię człowieczeństwa osiąga w życiu zorganizowanym
przez instytucje polityczne. Dlatego jest istotą polityczną (zoon politikon), z
natury zdaną na życie w państwie[2].
O tyle jednak o ile w przypadku Arystotelesa można polemizować, to jego
nauczyciel – Platon, nie zostawił cienia wątpliwości. W jego zhierarchizowanym
państwie nie było miejsca na żaden dialog, czy próbę przekonywania do swoich
argumentów. Każdy powinien zajmować należne mu stanowisko i wiedzieć, kogo ma
„pod sobą”, a komu podlega on sam. Wręcz przeciwnie, wszelkie próby takiego
dialogu byłyby poważnymi odstępstwami od zasad jego państwa, na tyle
niebezpiecznymi, by niszczyć je w zarodku. Tych, którzy głoszą, że są
przyjaciółmi ludu i mają zamiar zapewnić każdemu wolność trzeba eliminować, bo
tak naprawdę nie mają nic do zaoferowania[3]. Te rozważania dwóch wielkich filozofów
starożytnych staną się pożywką dla setek późniejszych myślicieli jak św.
Augustyn czy Jan z Salisbury. Platon także uznawany jest za człowieka, który
jako pierwszy podał koncepcję państwa totalitarnego, ze względu na aspekt
całościowego ujmowania rzeczywistości ludzkiej.

Kolejne wieki, które zdmuchnęły imperium rzymskie, tak jak
wcześniej państwo greckie, ugruntowały feudalizm i stworzyły średniowieczne
imperia europejskie. Wprowadziły także zamęt w koncepcji władzy państwowej, czy
raczej poszukiwaniu jej najdoskonalszej formy. Absolutni monarchowie i nieugięte
papiestwo twardo sprawowali władze nad swoimi ludami. Brutalne rządy rozwiewały
resztki złudzeń, co do intencji rządzących, dbających tylko o własne stanowiska
i widzących jedną tylko drogę do realizacji celów – przemoc. Jednocześnie tam
gdzie nie było silnej ręki króla, zazwyczaj panowali chaos i bezprawie. To
wszystko skłaniało do wiary, iż absolutyzm jest rozwiązaniem optymalnym. Znów
nie było miejsca na przekonywanie do swych racji, chyba, że za takie uznamy
wysyłanie kolejnych armii na przeciwnika. Cóż, nie po raz ostatni w dziejach
ludzkości rację miał silniejszy. Już wkrótce wiek XV przyniesie następnego
wielkiego myśliciela, który zrewolucjonizuje pojmowanie władzy i koncepcję
państwa. Będzie to Niccolo Machiavelli. Jego pesymistyczne spojrzenie na władzę
będzie zarazem przełomowym, nikt bowiem dotychczas nie odważył się całkowicie
pozbawić ją wszelkich irracjonalnych i metafizycznych aspektów. Jako zwolennik
republiki, miał Machiavelli dość specyficzną wizję dochodzenia do niej przez
społeczeństwo. Odzwierciedlenie tej drogi wyraził w swoim najsłynniejszym
dziele – „Księciu”. Człowiek jest z
natury zły, obłudny i niewdzięczny. Władca musi więc być okrutny, a terror
winien być normalną metodą rządzenia społeczeństwem. Ludzie są „zawsze źli, jeśli mus konieczności nie
uczynił ich dobrymi”.
Terror miałby jednakże dosięgnąć tylko tych, którzy
występują przeciw władzy, nie można uciskać ludu czy występować przeciwko jego
własności. Dyktatura miałaby jednakże być formą doraźnej organizacji państwa. Po
osiągnięciu państwa stabilnego, sprawiedliwego, silne jednostki muszą ustąpić a
państwo przejść do formy republiki. To republika miała gwarantować wolność
jednostkom i zagwarantować praworządność w państwie. Koncepcji organizacji
samej republiki nie poświęca już Machiavelli tyle miejsca w swoich
rozważaniach. Wiemy jednak, że tu sprawujący władzę musieliby się wykazać
większym zrozumieniem dla ludu. Czy jednak władzę można by sprawować bez
rozbudowanego aparatu siłowego? Co jeśli naród nie zgodzi się z rządzącymi?
Oczywiście Ci będą musieli znów sięgnąć po siłę. „Musicie bowiem wiedzieć, że dwa są sposoby prowadzenia walki: jeden –
prawem, drugi – siłą; pierwszy sposób jest ludzki, drugi zwierzęcy, lecz
ponieważ częstokroć pierwszy nie wystarcza, wypada uciekać się do drugiego”.
Machiavelli
więc nie pozostawił nam złudzeń. Sądzę, że jednego na pewno twórcy „Księcia” zarzucić nie można - w
przeciwieństwie do wielu wcześniejszych filozofów i wielu późniejszych nie dał
się zwieść na manowce utopii. Nie uwierzył także, że harmonijna współpraca
oparta na zasadzie dobrej woli rządzących z poddanymi jest możliwa. Nawet za
najlepszym z władców musi stać nieunikniony aparat siły.

Poglądy Machiavellego mocno zszokowały ówczesną opinię publiczną.
Na tyle, żeby Machiavelli został wyklęty przez kościół i znienawidzony przez
ówczesnych władców. Mimo to z czasem przybywało mu zwolenników, twierdzących,
że odkrył prawdziwe oblicze człowieka. Ludzkość dalej nie przestała szukać
doskonalszych form władzy – bardziej sprawiedliwych i dbających o ogół
obywateli, albo też pogrążyła się w tzw. „anomii”,
czyli świadomym wyobcowaniu człowieka od polityki wynikającym z przeświadczenia
o bezradności zmiany istniejącego porządku[4]. Szukano form takich, w których akt władzy
nie byłby dokonywany siłą. Bezpośrednim wyrazem tych aspiracji była wielka
rewolucja francuska. Podstawy ideowe rewolucji zawierała „Deklaracja praw człowieka i obywatela”, uchwalona w sierpniu 1789
r. Pełna wzniosłych twierdzeń nie wytrzymała konfrontacji z rzeczywistością.
Większa część „Deklaracji” pozostała
tylko na papierze, a efektem rewolucji była przecież dyktatura. Ale to nie był
koniec snów ludzkości o takiej władzy, której nie trzeba by się bać. Wręcz
przeciwnie, teraz dopiero zaczęła się era prawdziwej ewolucji koncepcji władzy
u filozofów tej miary co Marks, Engels, którzy uwierzyli, że państwo
sprawiedliwe, bez amoralnej władzy jest osiągalne, czy też chociażby Bakunina,
który twierdził, że jakakolwiek forma władzy by nie była, to nie da się jej
pogodzić z zasadami sprawiedliwości i wolności. Nie wiadomo jak długo jeszcze
trwały by rozważania na temat rewolucji, po której nowe struktury państwa
zapewniły by obywatelom poczucie wartości i liczenia się z ich zdaniem, gdyby
nie bolesne doświadczenie komunizmu, który przecież u zarania deklarował, że
prawo, to „spontaniczna świadomość
proletariatu”[5]
.
Systemu, który przewartościował wszelkie ideały jego prekursorów i kazał
zwątpić w sens rozważań nad władzą doskonałą. Nie spełniły się sny Lenina o
idealnym państwie rad, chociaż mówiąc o tym polityku warto zatrzymać się na
chwilę nad jego ciekawą koncepcją tzw. centralizmu demokratycznego. To dość
dziwne pojęcie znaczyło według Lenina tyle, że szeregowi członkowie partii
zobowiązani są do bezwzględnego posłuszeństwa wobec przywódców, którzy powinni
jednak wysłuchiwać głosów i opinii zwykłych członków. Brzmi to niczym jakaś
fantastyczna koncepcja. Doświadczenie wszakże uczy, że nigdy rządzący nie
słuchają głosu poddanych[6].
Ten pomysł nigdy nie został urzeczywistniony, zapewne dlatego iż było to
niemożliwe. Podobnie można by powiedzieć o całym systemie komunistycznym, w
którym ideały zostały szybko zatarte przez nowe, tworzone na potrzebę władz
państwowych, a który pochłonął na tyle ogromną liczbę ofiar, iż pod znakiem
zapytania można postawić sens dalszych eksperymentów z władzą. Oczywiście można
się nadal spierać o to, w jakim stopniu zbrodnie komunizmu były wyrazem
imperialnych aspiracji Związku Radzieckiego, a na ile ofiarami samej ideologii,
ale faktem bezsprzecznym jest, że system komunistyczny w żadnym z
dotychczasowych wydań nie przyniósł zadowalających rezultatów.

Pytanie o to, czy rządzenie polegać powinno na skutecznym
przekonywaniu do swoich racji, czy raczej na zmuszaniu do ich wdrażania, to w
dużej mierze pytanie o moralność władzy i samej polityki. Dziś często można
spotkać się z opinią mówiącą, że polityka jest z samej swej istoty amoralna,
pełna obłudy i chęci zysku. Jej celem jest władza, która ma na celu
zaspokajanie zachcianek i aspiracji. W oczach społeczeństw nie istnieje pojęcie
„władza dla władzy”. Zawsze jest cel naczelny, któremu nawet forma władzy
zostaje podporządkowana. Najczęściej w opinii publicznej są to pieniądze. W
kontekście naszych rozważań władza i polityka są działaniami i z tymi
działaniami związany jest własny katalog ocen. Zamiast pojęcia „moralne” używa
się wymiennie pojęcia „sprawiedliwe”, chociaż nie jest to semantycznie tożsame[7]. Kiedy słyszymy pojęcie
„sprawiedliwa władza” włącza się nam specyficzny mechanizm obronny, każący
podchodzić nam do danej teorii sceptycznie.

Czy jednak władza zawsze kojarzy się nam z siłą? Tutaj rodzi się
zasadniczy problem zdefiniowania pojęcia władzy. Część socjologów i politologów
wyszła z założenia, że nie ma zbytniego sensu formułowanie odpowiedzi na
pytanie, co to jest władza, oraz wyjaśnianie jej teoretycznych i doktrynalnych
podstaw[8]. Jeśli jednak
przyjmiemy za akt uzyskania nad nami władzy fakt, iż podporządkowujemy się
komuś z własnej woli, będąc świadomymi czy też wyższych umiejętności, czy też
wiedzy nowego władcy, to mamy tu bez wątpienia do czynienia z dobrowolnym
oddaniem się pod czyjąś kontrolę, przy czym sprawujący władzę zobowiązany jest
do ciągłego udowadniania nam swojego talentu kierowniczego, a więc skutecznego
przekonywania do swej racji. Dokonaliśmy więc zaskakującego odkrycia, iż to co
już w teorii budzi wątpliwości występuje w rzeczywistości dość często. Problem
zaczyna się, kiedy władzę zaczynamy postrzegać w szerszym ujęciu. Można by
powiedzieć, iż ta władza ma już zupełnie inny wymiar. To nie to samo co
kontrola nad jednym człowiekiem, czy jakimś poszczególnym narzędziem. Tutaj
przemoc lub przynajmniej groźba jej użycia jest nieodzownym instrumentem władzy
np. w państwie, które przecież jest w swej naturze przymusowe. Leszek
Kołakowski, podobnie jak wielu myślicieli, stwierdza, że tam gdzie nie ma
prawa, nie ma państwa, a więc pojawić się musi anarchia, która w efekcie
prowadzi do dyktatury i ucisku. Nawet systemy „demokracji dojrzałej”, jak
często wielu polityków dumnie określa ustroje panujące w Europie czy USA, nie
mogą się obyć bez aparatów siły. Trudno jednak dziwić się temu, patrząc na bezceremonialne
ataki grup pozostających w mniejszości, jak chociażby ekolodzy. Wszelki dialog
z nimi skazany jest na klęskę, chociażby dlatego iż często sprawiają wrażenie,
iż wcale nie mają zamiaru rozmawiać. „Po prostu” oczekują bezwarunkowego
spełnienia ich żądań. Jeżeli zastosujemy się do rad częsci badaczy i podzielimy
władzę na represyjną i nierepresyjną, to nie ma wątpliwości, która z nich
sprawowana jest przez organy państwowe[9].
Skoro jednak żadna władza państwowa nie może się obyć bez przemocy, to dlaczego
ludzkość nie wpadła dotychczas w ręce anarchizmu? Przecież tylko w
zanarchizowanej rzeczywistości każdy miałby zagwarantowaną prawdziwą wolność.
Jednak doskonale zdajemy sobie sprawę nie tyle z absurdalności takiego rozwiązania,
co z jego niebezpieczeństwa, o czym już wspominałem. To przecież anarchia w
porewolucyjnej Francji wykreowała dyktaturę Napoleona, a w Rosji pozwoliła na
przejęcie władzy przez bolszewików. Instynktownie więc organizujemy struktury
społeczne, czując, że tak jest bezpieczniej i wygodniej. Doświadczenie pokazuje
także, iż bardziej obawiamy rządów słabych I nieudolnych, niż zdecydowanych. W
wielu państwach powtarzany jest wręcz postulat umocnienia władzy, jako
antidotum na korupcję, przestępczość i ubóstwo[10].

Druga połowa XX wieku stworzyła szansę na nowy, sprawniejszy
system organizacji państwa, w którym sprawujący władzę muszą być bardziej
wyczuleni na głosy społeczeństwa i dialog. Powstała nowa siła – media, zwana
też „czwartą władzą”, chociaż coraz częściej postrzegamy ją jako niezwykle
skuteczny i bezlitosny aparat kontrolny, który zakończył już nie jedną karierę
polityczną. Nic więc dziwnego, że rządzący pragną tę nową siłę sobie
podporządkować. W szeroko rozumianym interesie społeczeństwa leży więc
uniemożliwienie tego komukolwiek. Mam nadzieję, że postęp techniczny już w
niedalekiej przyszłości uniemożliwi sprawującym władzę unikanie dialogu i nie
podawania racji, które kierowały daną decyzją. W ostatnim numerze tygodnika
„Wprost” przeczytałem ciekawy wywiad z jednym z największych autorytetów w
świecie politologii, profesorem Francisem Fukuyamą, który stwierdził wręcz, że
dzięki rewolucji technicznej nigdy jeszcze byliśmy tak blisko wartości
demokratycznych lansowanych w czasach rewolucji francuskiej. Co prawda
rewolucja techniczna niesie ze sobą zagrożenia i nowe wyzwania, ale jest
przecież nieunikniona[11].
Być może więc, to co nie stało się za sprawą rewolucji społecznej, dokona się
drogą rewolucji informatycznej i medialnej. Nie należy jednak sądzić, że dzięki
temu władza państwowa zrezygnuje z aparatu siłowego. Jest on przecież niezbędny
także demokracji. Za to nowa rewolucja powinna skutecznie postawić tamę
dyktaturze i skończyć z pojęciem państwa jako własności przechodzącej z rąk
jednych rządzących do rąk ich następców. Immanuel Kant - niemiecki filozof
żyjący w XVIII w. stworzył pojęcie „kategorycznego imperatywu” zdefiniowane
jako norma moralna nakazująca czynić tak, aby z własnego postępowania stworzyć
powszechne prawo. Czyż właśnie nie tak czynili i czynią dyktatorzy tego świata?
Przed ludzkością stoi wielkie wyzwanie, by żadni z władających narodami nie
kierowali się „kategorycznym imperatywem”, a demokracja, jako dotychczas
najdoskonalsza forma ustroju państwa (choć nie pozbawiona wad) wypracowana
przez ludzi, stała się gwarantem takiej władzy, która będzie przekonywała do
swych racji, chociażby po to by zapewnić sobie przetrwanie, a nie będzie tylko
wymagała ich egzekwowania.

Bibliografia:

· Arystoteles, Polityka,
Wrocław 1953.

· Artur Bodnar, Janusz Stefanowicz, Jakie państwo?, KAW, Warszawa 1981.

· Artur Bodnar, Janusz Stefanowicz, Kultura polityczna, KAW, Warszawa 1981.

· A. Filas, Koniec polityki, Wprost
2000, nr 49.

· Studia z teorii polityki,
pod red. A.W. Jabłońskiego, L. Sobkowiaka, Wydawnictwo Uniwersytetu
Wrocławskiego. Wrocław 1998.

· N. Machiavelli, Książę, PIW, Warszawa 1984.

· H. Olszewski, M. Zmierczak, Historia
doktryn politycznych i prawnych
, Poznań 1999.

· F. Ryszka, Nauka o
polityce. Rozważania metodologiczne
, Warszawa 1984.


[1] H.
Olszewski, Maria Zmierczak. Historia
doktryn politycznych i prawnych
, Poznań 1999, s 31.

[2]
Arystoteles, Polityka, Wrocław 1953,
s. 90.

[3] Por.:
H. Olszewski, Maria Zmierczak, op. cit.,
s. 27-29.

[4] F.
Ryszka, Nauka o polityce. Rozważania
metodologiczne
, Warszawa 1984, s. 122.

[5] H.
Olszewski, M. Zmierczak, op. cit., s.
419.

[6] K.
Szelągowska, Wykłady z historii
powszechnej
, Warszawa 1999, s. 284.

[7] F.
Ryszka, op. cit, s. 129.

[8] A.
Czajowski, Władza polityczna. Analiza
pojęcia
, w: Studia z teorii polityki,
pod red. A.W. Jabłońskiego, L. Sobkowiaka. Wrocław 1998, s. 32.

[9] A.
Czajowski, op. cit., s. 38.

[10]
Por.: Artur Bodnar, Janusz Stefanowicz, Kultura
polityczna
, Warszawa 1981, s. 46-48.

[11] A.
Filas, Koniec polityki, Wprost 2000,
nr 49, s.19-20.